Weronice się należy

passport-300x214Emigracja to przełom w życiu, a często i rozdzielenie go na  przed i po. Mam tak i ja. Czuję się dobrze w miejscu, w którym obecnie jestem, ale jeszcze nie potrafię nazwać Australii swoim domem. Z racji tego, że jestem emigrantką i z wieloma emigrantami codziennie się spotykam, uważam więc, że mam pełne prawo wypowiadać się na temat emigracji, a tym bardziej odnieść się do artykułu pt.Trudne początki imigranta. Chcę być traktowana jak Niemka.

Poznajemy w nim historię kobiety, która jako posiadaczka obywatelstwa polskiego i niemieckiego  postanowiła wraz z rodziną wyjechać w poszukiwaniu lepszego życia do Niemiec.

Weronika, jak tysiące innych mieszkańców Górnego Śląska, ma niemieckie obywatelstwo po dziadkach. Nie mówi jednak po niemiecku i nie zna realiów współczesnych Niemiec. Jej niemieckie korzenie poświadczają za to dokument wydany przez opolski konsulat RFN i niemiecki dowód tożsamości. (…) Chcę być traktowana jak Niemka, mam do tego prawo (…)

Streszczając artykuł – bohaterka zabiera z Polski dzieci, nie znając języka niemieckiego, za to z niemieckim paszportem w kieszeni wyrusza na podbój Dortmundu chcąc zostać przesiedleńcem. Przy tym oczekuje od państwa niemieckiego na dzień dobry wsparcia w postaci mieszkania i zasiłków socjalnych, bo co? Bo ma paszport, bo jest Niemką, bo jej się należy. (O zgrozo!)

Nic w tym złego, prawda? Miliony Polaków przecież emigrują. Dlaczego więc o tym piszę po raz kolejny? Bo  mnie ta historia oburzyła. Powiecie Zaraz, zaraz, ale czy przesiedlenie to to samo, co emigracja? W tym przypadku wg mnie jest to równoznaczne, ponieważ – jak możemy przeczytać w artykule – możliwość uzyskania statusu przesiedleńca w Niemczech zniesiono w 1993 roku, a poza tym rzecz dzieje się współcześnie w Unii Europejskiej, nie w czasach króla Ćwieczka. Powiem teraz jak moja mama – kiedyś to były inne czasy. Były, ale nie są. Czy blisko, czy daleko, istnieje jednak kilka zasad, bez których nie waż się opuszczać RP.

Po pierwsze – język kraju, do którego jedziesz. Naprawdę nikomu nie robisz łaski, że go się nauczysz. To ty musisz się z nimi porozumieć! Tak się składa, że oni nie gęsi i swój język znają. Emigracja to nie wczasy all inclusive w ośrodku z palmami i rezydentem na każde zawołanie, który za ciebie przetłumaczy to, czy tamto.

Na wizyty w urzędach Weronika zabiera doraźnych polskich znajomych, czasem wolontariuszkę udzielającą się przy miejscowej misji katolickiej. Wszystkim brakuje czasu, by prowadzić ją za rękę przez zaułki niemieckiej rzeczywistości, tƚumaczyć formularz po formularzu, sƚowo po sƚowie.

Osobiście nie dopuściłabym do tego, aby się w podobnej sytuacji znaleźć. Ale to ja, inny sort emigranta, który nie spocznie, zanim nie załatwi. Czytając artykuł mam jednak nieodparte wrażenie, że to świat zmówił się przeciwko biednej Weronice. Nikt w urzędzie niemieckim nie mówi po polsku, znajomi nie mają czasu, aby prowadzić za rękę. Od prowadzenia za rękę jest ewentualnie przedszkolanka, ale pani Weroniko – jest pani osobą dorosłą i proszę przyjąć do wiadomości, że znajomość języka obcego to podstawa, bez tego sobie pani nie poradzi. Jak śpiewa Grabaż (tak, pisane przez ż) – Gdy brak języka w gębie, na nic ci pacierze.

Kolejna sprawa – realia kraju. Nie zapominajmy, że Weronika ich nie zna. Po raz kolejny przydałby się rezydent z nadmorskiego kurortu, prawda? Uważam, że przed wyjazdem z kraju można się naprawdę nieźle przygotować na spotkanie tego nowego, wymarzonego jutra, ale trzeba chcieć. Odpowiedzialność – to pojęcie, które warto poznać zwłaszcza jeżeli zabieramy ze sobą swoich bliskich. To nie czasy ciemnogrodu, istnieją przeróżne fora, grupy na facebooku oraz chociażby rządowe strony internetowe, żeby sprawdzić, czy i jakie wspomniane świadczenia socjalne przysługują.

Czy dobrze jej tak? Nie, wcale nie dobrze. Ja jej wcale takiej sytuacji nie zazdroszczę. Takich Weronik jest więcej, które porywają się z motyką na słońce, nie mając bladego pojęcia o realiach obcego kraju. Dali jej papierek – paszport, wizę, bilet lotniczy – przepustkę do lepszego życia, ale nie wiedzę. Nie wytykam, bo pokazywać palcami jest niegrzecznie. Tylko mam alergię na osoby, które uważają, że im się po prostu należy, jak psu kość. Ale dlaczego się należy? Hmmm no nie wiem, należy się i już. Bo jest imigrantem. Pomagam chętnie na tyle, ile mogę, ale pewnie w którymś momencie sama okazałabym się takim znajomym z artykułu, który nie ma czasu iść do urzędu, bo pracuje.

Mój komentarz jest następujący: chcesz być postrzegany jako obywatel świata? To nie rób z siebie ofiary losu. Miej świadomość tego, to ci się należy i nie bój się po to sięgać, tylko wcześniej sobie na to zapracuj.

Podziel się
0
Ten wpis został opublikowany w kategorii Australopitek pisze, Emigracja i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

7 odpowiedzi na „Weronice się należy

  1. Diky pisze:

    Wszystko doskonale opisane 🙂 Sama mieszkałam w Niemczech i uważam że w jakimkolwiek kraju bym się nie znalazła po za polską nigdy nie bd czuła się jak w domu . Posiadanie własnego mieszkania, znajomość języka , przyjaciele to w niczym nie pomaga . Boli mnie tylko że jak polacy za granicę wyjeżdżają to muszą znać języki , a jak odwiedzają nas obcokrajowcy to również musimy znać albo niemiecki , albo angielski bo to wstyd jak po angielsku nie umiesz się dogadać …

    • ~Marcin pisze:

      Diky – to niech Cie przestanie to boleć. Mam podejrzenia, że należysz do typu takiej Weroniki. Najwięcej pretensji do świata mają ludzie, którym po prostu się nie chce. Dlaczego z kolei Ci, którym się chce nie użalają się jakoś nad sobą? Bo nie mają na to czasu! 🙂

  2. ~PC pisze:

    Jesteś w Australii od niedawna, ja mieszkam tu od 26-ciu lat i dopiero od niedawna zaczęłam nazywać Australie moim domem i naprawde czuć, że to mój dom. Długa droga przed tobą ;))

  3. ~fantomas pisze:

    To… należy mi się, wynika z wychowania w Polsce. Niestety 🙂 Albo stety 🙂 To wyraz zaszłości z czasów komuny.
    Tam się należało, czy stało, czy leżało 😉
    I jeżeli ktoś w tym kanonie został wychowany, tak ma i już 🙂

    Fantomas 🙂 Pozdrawiam 🙂

  4. ~DrDre pisze:

    Nie wydaje mi sie ze dlugosc pobytu czyni kogos bardziej lub mniej podobnym do rodowitych miedzkancow. A uczucie ze jest sie w domu jest indywidualne i przychodzi w roznym czasie. Wazne jak i czy chcemy sie asymilowac. Bardzo lubie tego bloga i ciekawe spojrzenie na nasze losy emigranckie. Pozdrawiam serdecznie! Az sie chce odwiedzic Australie!

  5. ~Natala pisze:

    Zawsze podziwiałam ludzi, którzy mieli odwagę wyjechać z kraju. Jaka by ta Polska nie była, ale jednak trudno mi wyobrazić sobie, że miałabym wyjechać gdzieś indziej i tam znaleźć swój „dom” 😉 Niby czas przyzwyczaja do innego miejsca, ale to, co się zostawia… Ciągle nie daje o sobie zapomnieć.

  6. ~DrDre pisze:

    Sa rozne powody wyjazdow i czesto mysle ze wlasciwie kazdy gdzies emigruje czy to lokalnie w obrebie swojego regionu czy Polski lub bardziej globalnie Europy czy swiata. Jedyny staly wymiar to zwiekszajaca sie odleglosc. Ale tak dlugo jak trzyma sie kontakt z Polska z rodzina tak dlugo czuje sie ze wciaz tam jestesmy jakas czescia obecni az do nastepnej fizycznej wizyty. Znam sporo ludzi ktorzy przechodza na emerycki rozklad pare miesiecy w PL pare w swiecie i calkiem ciekawie to dziala jak sie chce tak zyc

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *