To tak nie działa!

perthUwielbiam takie poranki jak dzisiaj, kiedy po wyjściu z domu wita mnie słonce i otula promieniami mówiąc, że to będzie naprawdę fajny dzień. Kolor zielony splatający się z błękitem nieba odgania wszystkie negatywne myśli, które od czasu do czasu mają czelność kiełkować w głowie.

Mój dzień w Perth zaczyna się od zapachu. Zapachu porannego prysznica, eleganckich perfum i świeżo zmielonej kawy. W takiej oto atmosferze docieram sobie do mojej korpo pracki. Mimo, że mieszkam w Australii to jak statystyczny Polak oprócz tego, że otwieram email służbowy, sprawdzam również pocztę prywatną. Nie wmawiajcie mi, że wy tego nie robicie, bo za Chiny nie uwierzę. W sieci to wszyscy tacy porządni, że nikt nigdy nic w prywatnych celach;-)

Nie inaczej było dzisiaj. Sprawdzam sobie pocztę, a tam oprócz przedświątecznego spamu lektura z Polski do przeczytania. Łyk kawy i do dzieła. Lubię otrzymywać emaile z Polski i nie mam nic przeciwko odpowiadaniu na wasze pytania dotyczące Australii, bo w końcu sama tez przed wyjazdem męczyłam rożnych ludzi swoimi wątpliwościami. Dzisiejsze emaile jednak nieco mnie poruszyły. Tak, poruszyły to właściwe słowo, bo ani nie rozśmieszyły, ani nie rozzłościły. Jedyne, co sobie pomyślałam czytając obydwa emaile, ze to tak nie dziala…

Email pierwszy. Mężczyzna, który od czasu do czasu kontaktuje się ze mną przez bardziej profesjonalne strony. Najpierw zapytał, czy znam kogoś z branży, w której pracuje. No skoro pracuję, to chyba oczywiste, ze znam. Następnie tonem oznajmującym napisał, żebym podała mu adres mailowy, to mi wyśle swoje CV. No i tu właśnie pierwszy zonk. Po pierwsze adresu mojego emaila nie udostępniam każdemu, bo mimo wszystko staram się zachować odrobinę prywatności. Po drugie – o czym kilka razy już pisałam – to, ze ktoś mi wyśle CV z Polski naprawdę nic nie pomoże. Kopalniany boom w Perth na chwile obecna jest wspomnieniem i o ile wcześniej kopalnie masowo ściągały inżynierów wszelkiego rodzaju, tak teraz nawet posiadanie lokalnego doświadczania nie chroni przed utratą pracy. Co za tym idzie – znaleźć firmę, która wystąpi o wizę sponsorowaną nie jest łatwym zadaniem. A po trzecie – polecanie znajomych w Australii. Zjawisko powszechne i nie oburzające nikogo, dlatego, że poleca się osoby, które się dobrze zna nie tylko osobiście, ale również na stopie zawodowej. Wyobraźcie sobie sytuacje, w której polecacie ziomka, firma go akceptuje, a ziomek po jakimś czasie okazuje się osoba niekompetentna? Jak myślicie, do kogo firma skieruje pretensje? Oczywiście, ze do osoby polecającej. Jak więc mogę polecić osobę, której nie znam? No właśnie. Ja sama zostałam polecona, ale to nie oznacza, ze dostałam prace, bo akurat znałam tego, czy tamtego. Bo to tak nie działa!

Email drugi. Również mężczyzna – inżynier, który tym razem poważnie zastanawia się nad złożeniem aplikacji o pobyt stały. Pisze do mnie z pytaniami, jakie są koszty utrzymania; mieszkanie, wyżywienie, samochód itp. W sumie dobrze, że się orientuje w temacie zawczasu. Co to ma wspólnego z dzisiejszym tematem? Znowu to, że chwilowo (mam nadzieje) firmy przestały rozpieszczać inżynierów. W tym przypadku nie w aspekcie wizy, ale również i wynagrodzenia. Sam fakt, że jesteś inżynierem nie zrobi z Ciebie w Australii milionera, a przynajmniej nie w chwili obecnej. Dlatego jeśli ktoś będąc jeszcze w Polsce liczy już forsę, którą jako inżynier tutaj zarobi to niestety – to tak nie działa! Nie wymądrzam się, ale niestety znam to z osobistego doświadczenia. Inżynier imigrant musi poświecić dużo więcej czasu na wysyłaniu CV niż inżynier stąd, zedrzeć podeszwy swoich najlepszych butów chodząc od firmy do firmy, żeby coś wreszcie się ruszyło. A jak już się ruszy, to tez nie z nie wiadomo jakiego kopyta, bo często najpierw trzeba się naharować. No ale… widziały gały co brały.

Temat zapachów jest o wiele przyjemniejszy niż mówienie komuś prawdy prosto z mostu. Niestety, ale mam w zwyczaju łączenie punktów A-pytania i B-odpowiedzi prostą kreską zamiast krążyć dookoła. Chociaż czasem sama zastanawiam się, co jest lepsze 🙂

Podziel się
0
Ten wpis został opublikowany w kategorii Australopitek pisze, Słowo o wizach i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

9 odpowiedzi na „To tak nie działa!

  1. ~turysta pisze:

    Australia to bardzo piękny kraj 🙂 a rafa to jest po prostu marzenie…
    http://www.alestrona.net/928/zapraszamy_do_australii.html

  2. ~Janusz z Gdańska pisze:

    Witaj „Australopiteczko”.
    Szczerze opisałaś pewne relacje ludzkie. Sam kiedyś „załatwiłem” pracownika do pewnej firmy. Na szczęście nie była to firma zagraniczna i stanowisko nie wymagało znacznej wiedzy. Ale w firmie potrzebowali pracownika, a do mnie zgłosił się człowiek. Początek był nawet dość obiecujący i cieszyłem się, że komuś pomogłem i firma też może zyskać. Ale to tylko początek. Po kilku tygodniach owa osoba zaczęła podgryzać osoby z pionu powiedzmy sobie kierowniczego. I nie były to jakieś zagrywki tylko rozpowszechnianie różnych plotek, nieprawd. Im dalej, tym gorzej. Zaczęło się „dobieranie” do współpracowników. Zrobiła się tzw. afera. I jakie były pierwsze reakcje? Kogo nam tu wprowadziłeś? Na moje szczęście, po kilku nowych „atrakcjach” tej osoby, doszło do konfrontacji wszystkich zainteresowanych osób. I niestety dla mojego protegowanego skończyło się na propozycji natychmiastowego wymówienia za obopólną zgodą. Większość pomówień była wymyślana, by zaszkodzić tym osobom jak i mojej osobie. Mimo, że zostało udowodnione tej osobie to wszystko, to jeszcze szedł w zaparte. Ale siła dowodów była większa. Odszedł ku naszej radości. A mi pozostał niesmak i postanowienie, że już nigdy, nikomu nie pomogę w załatwieniu pracy. Każdy niech sam sobie załatwia i sam sprzedaje swoje umiejętności.
    Pozdrawiam z mroźnego Gdańska. Choć zapach kawy i ciasteczka własnego wyrobu
    ( wypieki żony) tu też smakują wybornie.

  3. ~Nithaiah pisze:

    Ludzie to czasami mają tupet. Ani żadnego „proszę”, „czy mogłabyś?”…”musisz” i już, bo pan i władca polak chce. A co Ty agencja pracy jesteś? Swoje życie masz i swoje problemy, jeszcze Ci trzeba kogoś na doczepkę.

  4. ~Janusz spod Wrocławia ;) pisze:

    Witam,

    zawsze trzeba się naharować, żeby coś osiągnąć. Szczególnie w Polsce, szczególnie jako inżynier 😉 Ciekaw jestem czy w Australii też trzeba do każdej sprawy mnóstwa pieczątek, podpisów, uzgodnień, decyzji, opinii itp. 😉

    Pozdrawiam

    • Australopitek pisze:

      Witam Janusza spod Wrocławia,

      nasze ukochane miasto! Rzeczywiscie w Oz bardzo dużo spraw można załatwić przez internet, co ulatwia zycie…

      Pozdrawiam 🙂

  5. ~ewa pisze:

    Mialam przyjaciolke, niestety czas przeszly. Synek przyjaciolki, podwojny tatus, maz, pracujacy w branzy budowlanej. Niestety ciagle i zawsze mial pecha ze swoimi szefami, obojetnie gdzie by nie byl, Polska, Niemcy, Anglia. no i ja, mieszkajaca w Niemczech ciotka, mam zalatwic mu prace. Pierwsze, to spytalam, jak po niemiecku mowi sie „tynkowac”, odpowiedz zabila mnie na pare dni „tynken machen”, prawo jazdy?, zona ma >(. Czyli, to ja powinnam umawiac jego robote i jeszcze swoim malym peugotem materialy budowlane wozic?????? Taka wstretna sooka jestem. Przyjaciolka|?, niestety ,byla, a caly swiat niestety znowu przeciwko jej synkowi. Niestety u mnie ciasteczkami nie pachnie, mam reke w gipsie, jeszcze 2 tyg.

  6. ~Wilk Barnaba pisze:

    To znowu ja, bo tak jak pisalam bede zagladac do Ciebie. A dzis przy lekturze usmiechnelam sie tak troszeczke. Bo historia lubi sie powtarzac. Chociaz na poczatku mojej emigracji wiecej pytan bylo typu :czy mozesz mi przyslac…? A u Ciebie juz ladniej, bo pytania sa o prace.
    Jak piszesz Twoj dzien w Perth zaczyna sie od zapachu.Ja moj pierwszy dzien w drodze z lotniska dawno, dawno temu, zapamietalam jako muzyke.Mam tu na mysli zupelnie inny szum drzew niz w Europie.Dla mnie w Australii drzewa szumia a nawet gwizdza twardymi, suchymi liscmi.A w Europie szeleszcza liscmi pelnymi sokow. To odczulam najbardziej.Nastepnym wrazeniem byla rozgwiezdzona noc nad Duncraig (bylo jeszcze nie tak zabudowane jak dzis,wiec mniej swiatel a przez to bardziej widoczne gwiazdy).No wlasnie, widoczne ale OBCE ! Pozdrawiam i przepraszam jesli przynudzam.Dziekuje za poprzednia odpowiedz.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *