Różnica kulturowa, czy przemoc rodzinna?

Pod piątką w bloku, w którym wynajmujemy mieszkanie mieszka sobie pakistańska rodzina. Dzieci w wieku szkolnym, zawsze zaczepiają mnie kiedy je mijam i skacząc z gałęzi na murek opowiadają, co nowego w szkole. Rodzice jak to rodzice, niczym się nie wyrózniali. Po prostu mili sąsiedzi. Aż do dzisiaj.

Po południu miałam zamiar wybrać się na buddyjski event, czegoś się dowiedzić, nauczyć i pstryknąć kilka fotek na pamiątkę. Spakowałam więc co trzeba, trzasnęłam drzwiami i zbiegłam schodami w dół. Mijam bramę, patrzę, a tam stoi sąsiadka spod piątki. Ewidentnie coś się stało, bo płacze i cała się trzęsie. Pytam więc, co się stało, a ona mi odpowiada, że musiała uciec z domu przed mężem. Zabronił jej wyjść z dziećmi do sklepu… Jeżeli wyjdziesz, to połamię nogi tobie i tym sukinsynom… Ona uciekła, dzieci w mieszkaniu z ojcem, nie wiadomo czy bezpieczne. (Za każdym razem, kiedy mijałam ją wracając do domu rozmawiała z kims przez telefon. Myślałam, że dzwoni do rodziców, a ona po prostu siedziała na zewnątrz, bo mąż jej nie chciał wpuścić do domu.)

Stoi i płacze. Zastanawia się, czy powinna dzwonić po policję, bo czy rzeczywiście musi sięgać po aż tak ekstremalne rozwiązanie. Przekonaliśmy ją, że jak najbardziej ma to zrobić  i to natychmiast. W drodze był już również jej brat. Sąsiadka opowiedziała nam, że matka męża ich nienawidzi – jej i dzieci i najchętniej widziałaby ich martwych… Dżizzz… Że to pod wpływem matki on znęca się nad rodziną. Że do Pakistanu wrócić z dziećmi nie może, bo okryłaby swoją rodzinę wieczną hańbą. Że to ona byłaby tą złą. Że on od dziewięciu lat tak nią poniewiera.. Że tysiąc razy przysięga, że więcej nie uderzy, po czym robi to po raz tysięczny pierwszy. Że oni ze sobą od dawna nic wspólnego jako mąż i żona nie mają. Że dzieci w szkole niegrzeczne. Że zabierze jej wizę i… dużo innych że. Piotrek zapytał, dlaczego nie zadzwoniła po pomoc wcześniej. Odpowiedziała, że ona nie chce, żeby dzieci wychowywały się bez ojca… I w ogóle, że kultura…

Przyjechał brat, przyjechała policja, nasza obecność była więc zbędna. Zapytaliśmy tylko, czy w czymś jeszcze możemy pomóc. Na moją propozycję zostawienia naszego numeru  telefonu, brat sąsiadki zignorował mnie i po męsku zapisał nr Piotrka. Ykhm ykhm…

I co sądzicie? Odrzućmy stereotypy. Przemoc to, czy różnica kulturowa? To, że jedno nie wyklucza drugiego – wiadomo, ale czy usprawiedliwia? Zadzierać z sąsiadem, czy może lepiej nie?

P.S. Dzień później Piotrek spotkał brata. Policja nakazała mężowi-katowi wynieść się z domu, może wrócić najwcześniej za trzy dni, a w tym czasie będzie już na niego już czekał wydany w tempie natychmiastowym (nie pamiętam przez jaką instytucję) zakaz zbliżania się do miejsca zamieszkania i przebywania żony i dzieci przez najbliższe dwa lata. Można? Można.

Podziel się
0
Ten wpis został opublikowany w kategorii Australijskie realia, Australopitek pisze, Co w Perth piszczy i oznaczony tagami , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „Różnica kulturowa, czy przemoc rodzinna?

  1. ~Colliberta pisze:

    Zwyczajna przemoc. Niezależna od kultury.

  2. ~monika pisze:

    Przemoc w rodzinie nie dyskryminuje ze wzgledu na kraj czy kulture . Jest absolutnie wszedzie , w kazdym kraju i kulrurze .

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *