Rodzina nie cieszy, gdy jest…

rodzinaWydarzenia ostatniego miesiąca były jak tornado emocji przeszywających mój umysł i ciało na wskroś. Emocje bardzo skrajne, od wielkiego smutku, poprzez wściekłość aż po radość i euforię taką, że mogłabym pójść nad rzekę po drugiej stronie ulicy i drzeć się w niebogłosy, jak to mi teraz w życiu jest fajnie. Staram się nie zagłębiać w smutek, nie pamiętać złości, a za to wszystko co pozytywne chcę zatrzymać przy sobie jak najdłużej. Na szczęście cała ta huśtawka emocjonalna zakończyła się happy endem i teraz może być już tylko lepiej.

W życiu emigranta rodzina odgrywa niesamowicie ważna rolę. Dla mnie osobiście rodzina to świętość i nie wyobrażam sobie mojego jestestwa bez stałego kontaktu z rodziną. Wiadomo, że różne bywają historie rodzinne. Mówi się, że z rodziną to wychodzi się najlepiej na zdjęciu. Ustawić się w środku, żeby cię przypadkiem nie wycięli 🙂 Coś w tym jest, dlatego, ze wyciąć łatwo, a wkleić później nie zawsze się da.

Jakiś czas temu wycięłam z mojej rodzinnej fotografii  bardzo bliską kuzynkę. Usunęłam ją ze swojej świadomości na jakieś dziesięć lat, na jedną trzecią dotychczasowego życia!  Co było tego przyczyną? Ot, zwyczajnie jej życie potoczyło się nie tak, jak sobie to wyobrażała cała nasza rodzina. Z perspektywy czasu stwierdzam, że to nie była moja sprawa w najmniejszym nawet stopniu i mimo obyczajów panujących w rodzinie nie miałam prawa wtrącać się w życie M. Nie potrafiłam cieszyć się jej szczęściem, bo jego wymiar nie wpasował się w standardy mojej małomiasteczkowej mentalności.

Napisałam kiedyś, ze emigracja kształtuje i zdania nie zmieniłam. Zmieniłam się za to ja. Z kuzynką nawiązałyśmy kontakt i rozmawiamy teraz prawie codziennie. Podczas gdy ona wystawia faktury, ja tkwię w moim inżynieryjnym światku odwróconym do góry nogami i wirtualnie wspominamy, jak to było, kiedy jako kilkulatki czekałyśmy, aż moi rodzice zasną, żeby się dobrać do różnych smakołyków. Nasze pierwsze zauroczenia płcią przeciwną, wino od mojej babci… ech… Te czasy już nie wrócą, wiadomo. Nagle okazuje się, że obie jesteśmy już mężatkami, M. ma siedmioletnią córkę, której w życiu nie widziałam ☹ Przez bezsensowne konflikty, upór i brak chęci wyciągnięcia ręki nie jesteśmy już w stanie nadrobić straconego czasu, za to z optymizmem patrzę w przyszłość i jestem pewna, że się spotkamy, jeśli nie w Polsce, to w Australii, ale kiedyś na pewno.

Nie warto się więc złościć, bo – jak uświadomiła mi ostatnio para przyjaciół – złość to wyłącznie nasz wybór. Lepiej zastanowić się nad konsekwencjami. Rodziny się nie wybiera i…

Rodzina nie cieszy, nie cieszy, gdy jest,
Lecz kiedy jej nima
Samotnyś jak pies.

Taka prawda 🙂

Podziel się
0
Ten wpis został opublikowany w kategorii Australopitek pisze, Publikowane przez onet i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

11 odpowiedzi na „Rodzina nie cieszy, gdy jest…

  1. ~M.K pisze:

    cała prawda….. 🙂

  2. ~Marcin pisze:

    ehhhhh …..
    Jakbym słyszał o swojej rodzinie. W moim przypadku nawet nic złego nie zrobiłem. Moja rodzina jest zasiedziała i zatwardziała. Prawie nikt nosa nawet nie wychylił poza rogatki mojego miasta. A mi się zachciało odwagi i podróżowania. Teraz już nie wpisuję się w kanony mojej rodziny a każdy tylko patrzy na mnie z zazdrością. Stąd nasze relacje nie sąnawet poprawne. Oczywiście nie dotyczy to moich rodziców i brata ale pozostała rodzina przypomina sobie o mnie w chwili gdy prosi mnie by być ojcem chrzestnym następnego dziecka. Jak tu się zgodzić jak nasze kontakty nigdy nie są spontaniczne a spotykamy się tylko na ślubach lub pogrzebach?

  3. ~Trochę Smutna pisze:

    Masz rację. Zwłaszcza, że nie zawsze się da odwrócić… Pewnie jestem sporo starsza o Ciebie i stąd inne relacje czasowe w mojej krótkiej opowieści. Z wieloma kuzynkami… jakoś się rozeszło. Każdy poszedł swoją drogą, tylko to właśnie do mnie kierowano pytanie „czy nimi nie pogardzam”… Nie wiem czy oni są świadomi ile bólu mi nim sprawili… Nie wiem czym ono było podyktowane – tym, że oni zostali tam gdzie się urodzili, a ja wylądowałam w wielkim mieście?… Jedna z kuzynek wyjechała bardzo daleko za granicę. Przez ponad 25 lat do mnie nie odezwała się ani razu, nie znałam nawet jej adresu. Nagle zaczęła przyjeżdżać do swojej mamy staruszki. Próbowałyśmy „odgrzać” kiedyś bardzo bliskie, potem zerwane kontakty… Nie daję rady… Mam trochę żalu o to zerwanie, ale dużo gorsze jest jej dzisiejsze traktowanie mnie protekcjonalnie i czasem pogardliwie… Po kilku latach uznałam, że nic takiego, co by uzasadniało jej postawę nie zrobiłam. Próby wpłynięcia na jej stosunek do mnie nie przyniosły rezultatu. Więc po co mam to sobie robić?… Siostra rodzona… jeszcze gorzej… Źle to wygląda… Długo starałam się o naprawę kontaktów (też w dziesiątkach lat), aż dotarło do mnie, że ona nie chce. To była ciężka chwila. Też sobie odpuściłam. Pozostaje mi czekanie, aż może kiedyś i ona zechce – o ile ja jeszcze będę w stanie… Tym bardzie mnie dziwi jej postawa, że połapała się w tym, o czym Ty piszesz… Jak to podsumowałam, to pojęłam, że oni mnie odcięli. Może dlatego, że byłam z boku… Już prawie nie cierpię z tego powodu. Mam męża, dzieci, wnuki, znajomych i przyjaciół w wieku niemalże dosłownie od 5 do 105 🙂 Szkoda mi relacji z siostrą, nawet próbowałam namówić ją na spotkanie i „wywalenie” tego co do mnie ewentualnie ma, ale… Mamy za sobą tragiczną przeszłość. Zawsze wydawało mi się, że takie rzeczy ludzi – rodzeństwo – łączą. I pewnie to prawda, tyle, że zapomniałam, że dzielą w takim samym stopniu… Pozdrawiam i życzę udanych relacji z bliskimi i dalszymi.

  4. ~blebleble pisze:

    WOW…
    zajefajny tekścik, ale Autorko może napisz wprost ” Co takiego nawywijała ta Twoja Kuzynka”, a dopiero wtedy można ocenić DLACZEGO????
    To jest tak jakbyś wbrew opinii świata akceptowała ścinanie głów przez`islamistów nic o tym nie pisząc”, a może ta Twoja kuzynka właśnie coś takiego „nawywijała”, że Rodzina miała inne zdanie niż Twoja kuzynka…..

    • Australopitek pisze:

      Hej ble ble ble,

      dzięki za miłe słowa. Konkrety zachowam dla siebie, bo nie o tym „co takiego nawywijała” jest tekst 🙂 Wybaczysz? 😉

  5. ~madamme pisze:

    Fajny tekst o wym, że czasem udaje się naprawić stare błędy. I że czas zmienia punkt widzenia. Pozytyw 🙂

    Cieszę się, że to przeczytałam 🙂

  6. ~justyna pisze:

    Kochana, ja od 2 lat zyje generalnie bez rodziny. Odwrocila sie ode mnie matka bbrat i wszyscy wujkowie, ciotki a to tylko dlatego ze postanowilam zmienic zycie swoje i mojego dziecka i sie rozwiodlam. Nigdy nie wyobrazalam sobie zycia bez rodziny, zwlaszcza rrodżicow. Bylo mi bardzo ciezko i walcze z tym smutkiem nadal. Jedynie ojciec i siostra pozostaja ze mna w jakims tam kontakcie, ale bez odwiedzin i wspolnego zycia rpdzinnego, a zycie jest zbyt krotkie na nienawisc zwlaszcza jesli nikomu krzywdy w rodzinie nie wyrzadzilam. Wspolczucia dla Twojej kuzynki, bo co ona przezyla, to juz jej tego nikt nie wroci. Moze i wobec mnie kiedys tez zmieni rodzina nastawienie…pzdr

  7. ~Duśka pisze:

    Hej Emilko! 🙂
    Ja też myślę o emigracji do Australii. Chciałabym wiedzieć jak wyglądały wasze „wizowe” przygody. Gdybyś mogła opisz mi pokrótce waszą historię, jak to jest z tymi zmianami wizy? Będę bardzo wdzięczna!
    Pozdrawiam i mam nadzieję, że kiedyś zobaczymy się w Au.. 😉

    Ps. Planujecie wrócić na stałe do Polski ?

    • Australopitek pisze:

      Hej hej,

      wlasnie zbieram sie w sobie, zeby napisac o sprawach wizowych. Dlugo to trwa, bo wizy to wciaz moj nieulubiony temat 😉
      Ale juz niedlugo – slowo!

      Raczej do Polski nie wrocimy na stale…

      Pozdro
      Emilia

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *