Przeprowadzka po australijsku i wielkie zaskoczenie

indeksWłaściwie to przez chwilę musiałam się zastanowić nad kolejnością słów w tytule. Ale nie, zacznę od rzeczy mniej przyjemnych, żeby przejść do tego, co podziałało jak balsam kojący moje nerwy.

Zapewne pamiętacie, że szukaliśmy mieszkania. Ostatecznie wynajęliśmy przestronne piętrowe mieszkanko z widokiem na miasto i Swan River. Piotrek zadowolony, ponieważ teraz swoje ukochane boisko do koszykówki ma dosłownie po drugiej stronie ulicy. I teraz uwaga, w Australii w ogłoszeniach podaje się zawsze ilość sypialni i łazienek, więc jeśli ja piszę, że nasze mieszkanie to 2×1, ty wy czytacie, że w mieszkaniu są dwie sypialnie i jedna łazienka. Oprócz tego salon połączony z jadalnią i kuchnią, pralnia, schowek na rowerek i… moje butki. Stojaki na obuwie mamy łącznie trzy i tu również obowiązuje podział 2×1, czyli dwa moje i jeden Piotrka 🙂

Na szczęście całą przeprowadzkę mamy już za sobą, ale przyznam, że to była najdłuższa przeprowadzka w moim życiu. Nie znoszę pakowania! Nikogo wtedy nie lubię i nikt nie lubi mnie. Jestem wtedy dla wszystkich wredna i bez kija nikt nie zbliża się do mnie na mniej niż metr. Ale tak to jest, kiedy pięć osób opuszcza całkiem spory dom i każdy ma do przewiezienia całe mnóstwo mebli i kartonów. Nasze drogi zapewne się nie rozejdą, mimo że każdy wyprowadza się do innej części miasta. Ja póki co nie mogę się nacieszyć tym, że wreszcie z Piotrkiem zamieszkaliśmy sami 🙂

Kiedy w Australii kończy się umowa wynajmu, mieszkańcy otrzymują listę, co musi być posprzątane i wypucowane na błysk. W większości przypadków zatrudnia się wtedy firmę sprzątającą i czyszczącą dywany, żeby oddać nieruchomość idealnie czystą i móc okazać wynajmującemu fakturę. Jak dla mnie takie rozwiązanie ma sens, dlatego że jeśli jest faktura, to agencja ewentualne uwagi może kierować pod adresem firmy sprzątającej.

No dobra, trzy dni wyjęte z życia, stracony długi weekend i uzasadnione nerwy już za nami. Wczoraj wieczorem znalazłam wreszcie czas, żeby zajrzeć na mój blog i sprawdzić, co się tutaj dzieje. Patrze i oczom nie wierzę!!! Prawie siedem tysięcy odsłon!!! Aaaaaa! Ale o co chodzi?!?!?!? Piotrek już zdążył wydać osąd, że ktoś mi licznik wizyt zhakował, aż tu prawie w tym samym momencie dostałam wiadomość od koleżanki z Polski o treści Onet – gratulacje! To dlatego tyle osób odwiedziło Australopiteka! Zaskoczenie? Niespodzianka? A może raczej nagroda za całą tę przeprowadzkę? Jeśli tak, to ja mogę się mogę przeprowadzać raz na miesiąc 🙂

W całym tym słownym zamieszaniu zapomniałam o Jubilatce. Nie wiem ja i rodowici Australijczycy też nie wiedzą, dlaczego Australia Zachodnia świętuje urodziny Królowej brytyjskiej 29 września, skoro tak naprawdę urodziła się ona 21 kwietnia. Nieważne, wolny dzień jest? Jest. No to najlepszego, Królowo!

Podziel się
0
Ten wpis został opublikowany w kategorii Moje życie w Oz i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *