Ku pokrzepieniu serc!

W Sydney od miesiąca mieszka pewna Iga, która również pisze swój pamiętnik w sieci i  mówi wprost, co jej się w Australii nie podoba. Szacun, Iga, za otwarty umysł i trzeźwe spojrzenie! Początkowo również miałam zamiar napisać o poszukiwaniach pracy, czyli jak to było po kolei, ale z różnych względów wstrzymam się jeszcze przez chwilę.

Pracy szuka się na całym świecie, nie tylko w Australii, natomiast na emigracji towarzyszy temu nieco inna otoczka, bo jesteś poniekąd przyparty do muru i naprawdę łatwo można stracić orientację. I tutaj uwaga – jeśli zatrzymałeś się w Australii na chwilę, to pewnie nie zależy Ci na nie wiadomo jak intratnej posadzie i zadowolisz się czymś tymczasowym. Absolutnie żadna praca nie hańbi, jeśli prowadzi do wyznaczonego celu, ale schody zaczynają się, jeżeli planujesz tutaj dłuższy pobyt i to od Ciebie zależy, czy i jak ten cel osiągniesz.

Australijska rzeczywistość może bardzo skutecznie zweryfikować i pokrzyżować plany. Wychodzę z założenia, że najważniejsze to byc zdrowym, a co mnie nie zabije, to mnie wzmocni. Przyznaję bez bicia, że miałam chwilę zwątpienia na samym początku, ale mój mąż szybko zareagował (czyt. opiernicz), dzięki czemu nie zrezygnowałam ze swoich ambicji.

Moi drodzy, nie rezygnujcie z nich i wy i nie pozwalajcie, żeby ktokolwiek odbierał wam wiarę w swoje umiejętności i aspiracje! Jeżeli ktokolwiek, niezależnie od szerokości geograficznej powie ci, że nie liczysz się na rynku pracy, bo coś tam, a ty zdajesz sobie sprawę, że twój rozmówca gó.. wie o twoim doświadczeniu, to go nie słuchaj! Zatkaj uszy, odwróć się na pięcie, zacznij gwizdać, cokolwiek! Mnie również zdarzyło się spotkać kilku takich przyjemniaczków, ale szybko to rozwiązałam – urwałam kontakt. Po australlijsku See Ya 🙂 Uznałam, że w sytuacji, kiedy mogę liczyć tylko na siebie, nie chcę zawracać sobie głowy osobami, które swoimi miernymi opiniami (być może spowodowane frustracją) ciągną mnie w dół, podczas, gdy ja potrzebuję motywacji…

W pewnym momencie dzięki zbiegowi okoliczności, szczęsciu i właśnie umiejętnościom dostałam szansę od losu na dalszy pobyt w Perth. Wyzwanie przeogromne i od razu w ślad za tym pytanie – czy ja dam radę? Oczywiście, że tak! Jeśli pojawia się możliwość zrealizowania planu to nie odpuszczajcie chociażby nie wiem co się działo i co by wam wmawiali! A jeżeli próbują wmawiać, to natychmiast wykreślcie z listy fejsbukowych znajomych:-)

Shine and Rise & Learn from the Best! Amen 🙂

 

Dzisiaj poniedziałek, więc już czas na mnie, bo zaczną grać beze mnie, a tego bym nie zniosła 🙂 Aaaaaaaa…. wsiadam na moją miotłę i lecęęęę!

Podziel się
0
Ten wpis został opublikowany w kategorii Australopitek pisze i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „Ku pokrzepieniu serc!

  1. Emilia, wspaniały, pełen pozytywnej energii tekst! Teraz ja Ciebie pytam o puszczenie tego przekazu dalej w świat 🙂 Tego nam trzeba! Tak trzymać 🙂 Dziękuję za miłe słowa. I zapraszam na post o kosztach życia w AU:

    http://lymkya.blogspot.com.au/2014/02/gdybym-by-bogaty-cz-1.html

    wspominany przez Ciebie tekst o pracy można znaleźć tutaj:

    http://lymkya.blogspot.com.au/2014/02/do-pracy-rodacy-czyli-o-dwoch-takich-co.html

    a w ogóle to wszystko jest na blogu lymkya.blogspot.com

    bądźmy w kontakcie na bieżąco na FB https://www.facebook.com/lymkya

    Jeszcze raz dzięki za ten tekst. Szukam cały czas pracy i właśnie potrzebowałam takiego kopa energetycznego!

  2. ~Majki pisze:

    Pozytywny i bardzo uniwersalny przekaz. Takie podejście sprawdza się nie tylko na emigracji, ale w każdym aspekcie życia. Zawsze znajdą się ludzie, który zechcą podciąć nam skrzydła i życzę Wam aby było ich jak najmniej.

    Pozdrowienia
    Michał

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *