Widok na sprzedaż

home-for-sale1Wszystkie znaki na ziemi i niebie wskazują, że jesteśmy skazani w tej Australii na wieczną tułaczkę. Można powiedzieć, że dopiero co wprowadziliśmy się do obecnego mieszkania, ledwo co człowiek odetchnął i przyzwyczaił się do wszystkich kątów i poznał sąsiadów, a już zaczyna się coś dziać. Bo przecież byłoby za spokojnie, zbyt nudno. Zaczynam wierzyć, że agencje nieruchomości w Perth są po to, żeby średnio raz na kwartał urozmaicać nam życie.

Najpierw przepychanki z wcześniejszą agencją przy wyprowadzce, później obecna, mało kumata zarządca nieruchomości, aż wreszcie… telefon od agenta nr 3. No właśnie, jakiego znowu agenta? Ja też tego za bardzo nie rozumiałam. Otóż około dwóch miesięcy temu zadzwonił do mnie niejaki Richard i przedstawił się, że jest agentem nieruchomości i właściciel mieszkania zlecił mu sprzedaż mieszkania, które obecnie wynajmujemy. Yyyyy… (Konsternacja) Że co? Właściciel-widmo, bo nawet nie wiemy, czy to on czy ona ani jak wygląda, zdecydował się na sprzedaż nieruchomości, czego się zupełnie nie spodziewaliśmy. W międzyczasie otrzymaliśmy pismo z agencji, z którą mamy podpisaną umowę (właściciel jednej agencji zlecił wynajmowanie, a drugiej sprzedaż), że rzeczywiście mieszkanie wystawione jest na sprzedaż i że na prośbę nowego agenta musimy mieszkanie przygotować i udostępnić do oglądania potencjalnym nabywcom. W tym momencie na moment ciśnienie nam się podniosło. Że co? Że tłumy obcych ludzi będą nam się przewalać przez mieszkanie? Tak, mają do tego prawo, ale wyłącznie w obecności agenta. Wygląda to tak, że agent ogłasza w internecie i gazetach tzw. home open, które trwa od 30 do 45 minut i wtedy zainteresowani mogą sobie przyjść, oglądać, dotykać, sprawdzać, mierzyć i wypytywać. Nasza obecność w tym czasie w domu nie jest konieczna, powiedziałabym nawet, że jest niepożądana, ale nie zgodziliśmy się na opuszczanie mieszkania na czas drzwi otwartych. Mimo, że każdy agent ma zaświadczenie o niekaralności i polisę ubezpieczeniową na wypadek  nieuczciwych odwiedzających, my i tak wolimy widzieć, kto się po domu kreci.

No właśnie. Spodziewaliśmy się tych tłumów, które żądne posiadania boskiego widoku na rzekę i miasto będą się przekrzykiwać, kto da więcej. Oczami wyobraźni widziałam już, jak sobie klamki z rąk wyrywają, agent chyba miał chyba podobne wizje. Wiecie – widok widokiem, lokalizacja jest świetna, ale jak dotąd nikt nic nie dał, a wyrywanie zatrzymało się na etapie wyobraźni. Do tej pory agent zorganizował home open trzy razy. Za pierwszym razem nie pojawił się żaden potencjalny nabywca, a za drugim tylko przyszła jedna para i to zdaje się nie była zainteresowana, a za trzecim to agent nam nawet nie zawracał głowy siedząc w aucie w nadziei, że moze jednak tym razem w biznesie coś się ruszy.

Co w momencie ewentualnej sprzedaży dzieje się z wynajmującymi? Umowę wynajmu mamy podpisaną do września tego roku i teoretycznie umów takich się nie zrywa. A w praktyce? Jeszcze nie wiem 🙂 Są również dwa rodzaje nabywców nieruchomości – tacy, którzy chcą w niej zamieszkać oraz inwestorzy, którzy kupują nieruchomość po to, aby ją dalej wynajmować i za x lat sprzedać ze sporym zyskiem. W drugim przypadku najpewniej kupiliby i nas jako lokatorów 🙂 Nauczona jednak australijskim mamciewdupizmem zbroję się już i ostrze pazury na wypadek, gdyby pojawił się ktoś, kto będzie próbował się nas pozbyć zbyt wcześnie.

Pisałam we wcześniejszych postach w kontekście wiz, że australijska gospodarka obecnie przeżywa kryzys. Na początku jeszcze to do mnie nie docierało i śmiałam się, że pffff taki kryzys to nie-kryzys. Ale rzeczywiście mnóstwo projektów jest opóźnionych lub odwołanych, zarówno pracownicy fizyczni jak i inżynierowie tracą pracę, ludzie wyjeżdżają  za chlebem z Perth, lub w ogóle z Australii. Zapewne to wpłynęło na spadek cen nieruchomości. Właściciel spodziewał się, że  pstryknie i mieszkanie samo się sprzeda za cenę wyższą, niż je kupił. Logiczne. Na chwilę obecną byłby jednak prze-szczęś-liwy, gdyby mógł odzyskać kwotę, którą zainwestował, ale i to nie kusi potencjalnych  nabywców.

Sprzeda się, to się sprzeda i wtedy będziemy myśleć, co dalej. Póki co podziwiamy ten widok, którego nikt nie chce kupić:

widok z okna

Podziel się
0
Ten wpis został opublikowany w kategorii Australia z przymrużeniem oka, Publikowane przez onet i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *