Jedenaste – nie osądzaj

Love-HateDzisiaj na poważnie. Niezmiennie ciekawi was, jak wyglądała nasza ścieżka wizowa. Obiecałam sobie, że nie będę się wdawać w dyskusje o wizach i zdania nie zmienię, więc powiem krótko, że wizy: studencka, sponsorowana i pobytu stałego to trzy etapy, przez które przeszliśmy my. Weźcie jednak pod uwagę, że przypadek każdego emigranta w Australii jest inny. Ludzie mogą tu opowiadać swoje historie godzinami, co mi osobiście kojarzy się z kredytami hipotecznymi. Jaka waluta, jaki bank, na jak długo  itp. Ale cel jest podobny – żeby mieć swój kat.

Nie inaczej jest z emigracją. W ogólnym pojęciu każdy emigruje w poszukiwaniu lepszego życia. Po Europie migrować jest dużo łatwiej. Nie podoba mi się tutaj? To jadę tam. Tam też źle? To przenoszę się w jeszcze inne miejsce. I tak można w nieskończoność szukać miejsca, gdzie trawa jest bardziej zielona, a ostatecznie wrócić na garnuszek rodziców, bo w końcu skądkolwiek w Europie będzie do tych rodziców blisko. Bo w Europie zawsze jakoś to będzie.

Piszę o tym, ponieważ przeczytałam o fali krytyki wywołanej przez Mozila, który ośmielił się zaśpiewać „Nienawidzę Cie Polsko”. Tytuł mocny i dość wymowny, przyznaję. Zwłaszcza, jeśli gość śpiewa o tym co prawda w języku polskim, ale z obcym akcentem. Chciałabym wiedzieć, czy ci, którzy opluli i Mozila posłuchali chociaż raz tego, co on sam powiedzieć chciał, a czego nie. Bo ja posłuchałam z ciekawości i złapałam się za głowę myśląc sobie jakie to prawdziwe

Tam wkurzała mnie głupota, bida z nędzą, młodzi, starzy
Tu mnie wkurza, że mam wszystko, co mi tylko się zamarzy
Może czasem ten to pojmie, kto już dawno z kraju wybył
Że tam bieda jest na prawdę, a bogactwo tu na niby

Powiem wam jak się ośmielę, bo to bardzo głupi temat
Tam drażniła msza w niedzielę, tu mnie wkurza, że jej nie ma
Tu wkurzają mnie pedanci, tam wkurzały mnie niechluje
Wszystko mi się pomieszało i już nie wiem, co ja czuję

Takie właśnie jest oblicze emigracji dla osiemdziesięciu procent emigrantów. Tu źle i tam niedobrze:-) Tu nie chodzi o biedę, czy msze, bo to tylko przecież punkt odniesienia. W rozmowie z ambasadorem powiedziałam wprost, że sama sercem jestem w Polsce, a rozumem w Australii. Ludzie kochani, to nie jest tak, że się wyjeżdża z Polski i od razu trafia się do raju. Najczęściej najpierw trafia się do emigracyjnego czyśćca, gdzie już samo życie w oparciu o determinację weryfikuje, co by tu z delikwentem zrobić. Dotyczy to zarówno pokolenia emigrantów z lat osiemdziesiątych, jak i tych, którzy z Polski wyjechali całkiem niedawno.

Fajnie, bo niczego nie brakuje w sensie materialnym, nowiuteńkie auto stoi garażu, można sobie latać na zakupy do Kuala Lumpur i generalnie dużo więcej fajnych rzeczy można robić, ale to naprawdę nie wszystko. Jeżeli macie znajomych, którzy wyjechali chociażby do Londynu i po dwóch miesiącach wpierają wam, jak to w Polsce jest do bani, a zagranicą wspaniale, to im nie wierzcie. Proponuję wam odczekać kolejnych kilka miesięcy i porozmawiać z ta samą osoba raz jeszcze. Co wtedy powie? Ze chodzi do polskiego sklepu, bo angielskie piwo nie takie, bo wędliny są obrzydliwe, a poza tym to do mamy nie można już ot tak wlecieć na schabowego i dziewczyny jakie brzydkie, człowieku! I wtedy się okazuje, ze ta Polska nie jest taka całkiem zła, ale co… żeby od razu wracać?

No właśnie większość emigrantów nie wraca, a jednocześnie miota się między tam a tu, między dumą a rzeczywistością. Bo to takie anty polskie przyznać, że się nie udało. Bo co ludzie powiedzą? Bo znowu będę musiał pracować za dwa tysiące złotych. Tak, moi drodzy – tak myślą emigranci. Co zresztą nie jest bezzasadne, bo tak samo obrzuca się nas kamieniami za to, że w ogóle ośmieliliśmy się wyjechać z Polski. Zdrajcy! Czytałam komentarze o powyższej piosence i załamałam ręce. Ja też miałam momenty zwątpienia kiedy byliśmy na wizie studenckiej, nie jestem wyjątkiem – niejednokrotnie o tym pisałam.
Hejterom polecam spróbować emigracyjnego miodu. Jak to fajnie wspinać się po szczebelkach podczas, kiedy ktoś kto jest już na górze wali cię po paluchach i znowu spadasz…

Australia to nie jest nasza pierwsza emigracja, dlatego uwierzcie mi, wiem o czym piszę. Mnie na szczęście bełkot pseudo patriotów już nie rusza… 🙂

Podziel się
0
Ten wpis został opublikowany w kategorii Australopitek pisze, Moje życie w Oz, Publikowane przez onet i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

38 odpowiedzi na „Jedenaste – nie osądzaj

  1. ~c. pisze:

    hej, bardzo madre slowa 🙂 az mi sie milo czyta w koncu rozsadny tekst nie wychwalajacy Australii i emigracji pod niebiosa, tylko realnie napisany. To prawda ze potrafi byc tu pieknie, tak samo jak ciezko. Emigracja, zwlaszcza tak daleka, do tak odmiennego kraju, nie jest lekka i zawsze przyjemna, ten kto twierdzi inaczej zwyczajnie jeszcze tego nie doswiadczyl. Bardzo przykro bylo mi patrzec w Australii na Polakow ktorzy poopowiadali rodzinie/znajomym w kraju czego tu nie robia i czego nie maja podczas gdy tak na prawde obgryzali paznokcie i zastanawiali sie skad wziac pieniadze na przedluzenie kolejnej wizy, mimo ze nie czuli sie tu szczesliwi.
    Byli to ludzie na prawde w roznym wieku, z dobrymi zawodami i dobrze sobie zdawali sprawe ze w Polsce zarobiliby mniej, ale mieliby spokojniejsze zycie, blizej rodziny, nie musieliby przechodzic wielu trudnosci by pracowac w swoim zawodzie, nie musieliby sie czuc jak „bialy murzyn” z piosenki Czeslawa, jednak za wszelka cene usilnie staraja sie tu zostac ‚bo co ludzie powiedza jak wroce’. Mysle ze wielu agentow emigracyjnych przedstawia zycie tutaj w bardzo kolorowych barwach, inna sprawa ze kiedy czlowiek jest „chory na Australie” i nie moze sie doczekac wyjazdu to na prawde nie zwraca uwagi na zadne miej pozytywne opinie. Spotkalam tu wiele ludzi z calego swiata ktorzy mieszkali po kilka lat w Szwecji, USA, Brazylii, Australii i zmiana miejsca byla dla nich zupelnie normalna. Mysle ze to tylko w Polsce uwaza sie ze jak ktos wsiadzie juz do samolotu w tak daleka podroz to powinien tam juz zostac na stale 😉

  2. ~c. pisze:

    cala przyjemnosc po mojej stronie 🙂 swietne wpisy, milo się czyta. Pozdrawiam Cie serdecznie!

  3. ~Asiuchna pisze:

    Hejka Australopitku 🙂

    Jak na tak mloda dziewczyna, bardzo madrze piszesz – przyjemnie sie czyta, bo z tekstow nie bije pustka, glupota ani tez woda sodowa uderzajaca do glowy. Opisujesz swoje zyciowe historie w sposob wesoly, zdystansowany, a najbardziej podoba mi sie chyba wlasnie to, ze potrafisz zauwazyc zyciowe lekcje plynace z zycia na emigracji i jeszcze jedno: niesamowicie podoba mi sie cos, co zauwazylam juz u wielu mlodych ludzi przybywajacych z Polski – optymizm, pozytywne nastawienie do hrhr drobnych szczegolów, które w Polsce z pewnoscia bylyby powodem do narzekan, jak np kiepska jakosc australijskiego neta albo, drewniane slupy elektroniczne albo 10 dniowy urlop chorobowy czy brak zasilkow macierzynskich itp, itd.
    Nic nie slysze, by mloda polonia na to narzekala i to mi sie bardzo podoba, bo – jest to tez lekcja dla mnie 🙂 Pozdrowionka 🙂

  4. ~benia pisze:

    tęsknota za bliskimi, kumplami, znajomymi ulicami….wszyscy z emigracji wróciliby, ale do czego? młodzi nie mają szans na pracę i mieszkanie ! mam wielu tęskniacych , rozdartych na emigracji – to straszne, ja wróciłam i nigdy nawet przez chwilę nie żałowałam i do dziś nie żałuję

    • ~ja pisze:

      Ja wyjechalam. Wyjechalam z pieknego, najwspanialszego na swiecie Krakowa. Wyjechalam, ale nie w poszukiwaniu lepszego zycia, jak pisze autorka. Wiecej powiem, od poczatku wiedzialam, ze lepsze zycie mam w Krakowie. Wyjechalam na chwile i zostalam na dlugo. Nie ma dnia zebym nie tesknila, zebym nie nienawidzila emigracji calym sercem. Wiem, ze wroce. Nie polecam nikomu emigracji jesli nie jest pewien iz chce wyjechac (albo jak ja- jesli jest pewien, ze chce zostac).
      W ramach uscislenia- wyjechalam na rok na projek z UE (praca z dziecmi itd w Hiszpanii). Zostalam bo milosc do obecnego partnera wygrala z nienawiscia do obecnego miejsca zamieszkania. Za to obje wiemy, ze nasza przyszlosc jest w Krakowie… juz wkrotce…

  5. ~Dorotka pisze:

    Święta prawda, tu źle i tam niedobrze, dużo jest takich emigrantów. Wyjechaliśmy z Polski z mężem na początku lat 80. Nie daleko, bo do Francji. Były możliwości emigrowania do Niemiec ale w głowie miałam ciągle druga wojnę światową i mojego Ojca, który uczestniczył w tej wojnie. Tak więc po kilku miesiącach pobytu doszliśmy z mężem do słusznego wniosku, że na Polonię nie ma co liczyć, lepiej sobie w łeb strzelić. Zasada prosta- ty dopiero przyjechales to musisz pocierpiec jak my przed tobą. Honor mam wysoko zawieszony, wiec daliśmy sobie spokój z Polonią, zakasalismy rękawy i wyszliśmy na swoje, bez pomocy wszechmocnego księdza misjonarza, z którym omijam się z daleka na ulicy od 30 lat. Potem przyszedł czas odwiedzania rodziny w Polsce. Znów szopka, bo zjeżdżają do Polski wszyscy dookoła myśleli, że prezentami ich zasypiemy, a tu nic, skromne upominki, mieli nadzieję, że przynajmniej samochodem prosto od krawca przyjedziemy, a my starym Mercedesem przyjechaliśmy. Nikt nie mógł zrozumieć, jak to jest, że inni przyjeżdżają nowymi samochodami, codziennie zapraszają rodzinę do restauracji i jeszcze dają napiwki, a my nic. Jak mówiliśmy, że musimy podobnie jak w Polsce płacić rachunki, czynsz, czy inne faktury nie mogli zrozumiec- przecież tam jest dobrobyt! Po powrocie zaczęliśmy obserwować naszych ziomkow i co się okazało? Duża część żyje tym, że jak pojadą do Polski to trzeba się pokazać, co to my nie mamy, jacy to my jesteśmy bogaci i bla bla. Są nawet „bajkopisarze”, którzy twierdzą, że jeżdżą do polskich lekarzy, dentystów i innych znachorow, bo są bardzo dobrzy!?Nikt jednak nie przyzna się, że robi to dlatego, że na zapłacenie dodatkowego ubezpieczenia go nie stać! No cóż postaw się, a zastaw się! Kpina, no cóż życzę Wam powodzenia.

    • Australopitek pisze:

      Witaj Dorotko,

      dziękuję ci za komentarz! Mamy to szczęście, że Polonia w Perth jest zupełnie inna, jakby o 180 stopni 🙂

      Pozdrawiam
      Emilia

    • Anonim pisze:

      Mam bardzo podobne przemyslenia, jak autorka bloga. Z jednym musze plemizowac: ja do dentysty jezdze w Polsce bo mam do niego zaufanie. Dentysta z ubezpieczenia w UK, gdy mnie zab bolal, ale nic nie bylo widac, zaproponowal mi, ze zab nalezy otworzyc, zeby zobaczyc, co tam sie dzieje (o zdjeciach rentg. nie slyszal?!). Teraz mi dentysta w Pl bedzie poprawial slabe leczenie kanalowe, wykonane w Francji. Co do lekarzy prywatnych i nie – jestem w drugiej ciazy. W pierwszej mialam prywatnego lekarza (z polecenia) w bardzo snobistycznej dzielnicy. Nie bylam z niego zadowolona. Teraz mam zwyklego i jestem o wiele bardziej zadowolona z obslugi, jaka mi zapewnia.

    • ~Malgosiol pisze:

      Swieta prawda! Polonia we FR-masakra. Na szczescie radze sobie i nie jestem uzalezniona od kontaktow z nimi. Ale niestety ludzie w PL tez nie sa lepsi-wiec nasi emigranci po prostu przyjezdzajac tutaj przywiezli te cechy w swoim bagazu. W PL pelno malych, glupich zawistnikow i zazdrosnikow, ktorym wydaje sie, ze tutaj pieniazki na ulicach leza-nic, tylko sie schylic i zbierac. Mieszkasz za granica-jestes bogaczem. Prostactwo tego myslenia powala. Nie wspomne juz o kombinatorach plci obojga, ktorzy zrobia wszystko, zeby tylko wcisnac sie na towarzysza zycia do kogos, kto za granica cos juz ma, czegos sie dorobil. Przyjsc na gotowe i razem byc, dopoki portfel pelny, korzystac na umor. Zawsze to lepsze, niz dozgonne mieszkanie z rodzicami, albo z dziadkami, w oczekiwaniu na daleki, upragniony dzien, kiedy to szacowny przodek raczy opuscic ten padol i zostawic nam wreszcie swoje mieszkanie.

    • ~Madrylenio pisze:

      W stu procentach sie zgadzam. My nawet w Hiszpanii nie mamy samochodu. Zyjac w Madrycie taniej nas wynosi komunikacja publiczna. Jezdzimy raz do roku do Polski, bo na tyle nas stac, ale nigdy nikomu nie mowimy jakie tu sa „kokosy”. Nikt z zyjacych w Polsce i nie „kosztujacych” emigracji nie wie ile wysilku kosztuje „zaaklimatyzowanie sie” w innym kraju.

  6. ~Luna pisze:

    Szkoda, że nie ma tego przykazania, może wtedy coś Polaka by odmieniło. Taką mamy widać naturę, że zmieszamy z błotem tego kto inaczej składa usta.
    Myślę, że po trosze przyczyna leży w braku umiejętności słuchania drugiego człowieka i budowania własnej teorii nie wsłuchując się w to co mają nam do powiedzenia.
    Każdy człowiek jest skomplikowany i nie otwiera się przed drugim, bo takie ma prawo. To nasze rozpracowywanie „co autor miał na myśli” sprawia, że porozumienie staje się niemożliwe już.
    Masz rację…myślą przewodnią powinny się stać słowa jakie przytoczyłaś „NIE OSĄDZAJ”, bo nikt z nas nie jest idealny…każdy ma coś za uszami.
    Pozdrawiam.

  7. ~Szyszka pisze:

    Bardzo mądry wpis. To prawda, że daleko od rodziny zawsze jest ciężko, niezależnie od tego, czy to 100, czy 10000 km.
    Chciałabym jednak wziąć troszkę w obronę tych, którzy krytykują emigrujących, bo chyba jestem jedną z nich. Na szczęście nie muszę (na razie) nigdzie wyjeżdżać, żeby w miarę godnie żyć. Może dlatego nie wyobrażam sobie życia za granicą. Mam jednak dzieci i potwornie się boję, że im może się tak nie udać. Tym bardziej, że coraz więcej wartościowych ludzi wyjeżdża z Polski. Boję się, że w moim ukochanym kraju będzie coraz trudniej żyć, bo ci, którzy chcą i potrafią coś zmienić – wyjeżdżają… Tak bardzo boli, gdy słyszę, że w tym kraju nie można nic zrobić i… często się z tym zgadzam… Tak boli, gdy kolejny mój uczeń stwierdza, że nie widzi w Polsce miejsca dla siebie… Tak bardzo się boję, że moje wnuki (choć to kwestia co najmniej kilkunastu lat) może nie będą mówić dobrze po polsku…
    Może to właśnie dlatego, chociaż szanuję i rozumiem decyzję tych, którzy musieli wyjechać z Polski, nie potrafię do końca zaakceptować ich decyzji.
    Pozdrawiam i życzę dużo szczęścia wszędzie, gdzie los Panią rzuci.
    Magda

    • ~DupaJaś pisze:

      Jak to powiedział swego czasu Prezes Kaczyński? Gdy był premierem? Z Polski emigruja tylko nieudacznicy. Tak miał racje, nieudacznicy, którzy nie umieli nakraść tak jak Kaczyński. Art B, Telegraf, Srebrna itp. Dosłownie na moich oczach Lech Kaczyński ukradł 10 tys. dolarów gotówka, gdy jako prezydent RP przyjechał na piknic wyborczy do Chicago w 2007 roku. Ale nie tylko Kaczyńki, Byli komuniści, tez ludzie z PO, PSL. Biedny Jan Rokita, „premier z Krakowa” płakał gdy stiuardesa pomieła mu płaszcz z kaszmiru za 20 tys. złotych. Czekał na współczucie rodaków. A rodak za 20 tys. musi przez rok wyżywic cała rodzine, a nie płaszcz z kaszmiru. Za komuny Polska była pod okupacją radziecką, w roku 45tym to były czołgi radzieckie i NKWD, a w roku 79, to było 300tys. milicjantów, 300tys. Wojska „Polskieg” i Tysiące urzędników i partyjniaków. Wszyscy oni byli pomocnikami na usługach okupanta radzieckiego. Z ramienia ZSRR gnębili Polaków, ale sami tez byli niewolnikami i nawzajem sami siebie gnebili. Po roku 1990 ci ludzie NIE znikneli. Z małymi wyjatkami, dalej pracowali, gdzie pracowali i robili to co robic umieli, czy gnebili obywateli. Teraz juz nie z nadania ZSRR, ale z własnej inicjatywy i z własnego przyzwyczajenia. A co młodzi dzisiaj mają zrobić? Albo po znajomosci dostac prace urzędnika, i samemu stac się gnębicielami, robic kariere w polityce, jak Adam Hofman lizac doope Kaczyńskiemu, albo jak Nowak byc człowiekiem Tuska, alby byc niewolnikiem we własnym kraju, i byc gnebionym. Pozostaje jeszcze emigracja. Znalazłem sie na emigracji w Niemczech w 1983r. Niemcy wtedy Polaków mocno nienawidzili, szykanowali, pogardzali Polakami. Nie miałem prawa pobytu, nie miałem prawa do pracy w Niemczech. Taki przybłęda. A mimo wszystko byłem lepiej traktowany w Niemczech, przez policje, przez urzędasów, niz w Polsce. Fakt w Polsce był wtedy stan wojenny. I jakie to było przykre, że przybłeda polski, jest mniej poniewierany niz gdybym był wtedy w Polsce. Oczywiście na tle Niemców, to byłem traktowany jak pies, ale ten pies przybłeda w Niemczech, był mniej kopany, niz obywatel w Polsce. Kopany nie tylko przez milicje, ZOMO, czy PZPR, a na każdym kroku, tez przez nauczycieli i lekarzy. Dzisiaj młodzi są w Polsce troche mniej gnębieni niz za komuny, ale tez w Europie zachodniej są mniej prześladowani, bo maja prawo legalnego pobytu i prawo do pracy. Ale sytuacja jest podobna. A starzy nauczyciele, urzędnicy, politycy, sędziowie, nawet sami sobie nie zdaja sprawy jakimi sa skur…mi, w swej mentalności i czynach, blisko tych z czasów komuny. I maja pretensje, ze ludzie emigruja z Polski.

  8. ~Barbara pisze:

    Może jestem starsza od Ciebie :), wyjechałam w wieku 50+, co było aktem zupełnej desperacji z mojej strony, bo nikt na mnie za granica nie czekał i nie miałam nikogo…
    Jednak do dziś nie żałuje, nie narzekam, a tęsknota znika jak bańka mydlana, jak sobie przypomnę Polskę, biedę, marazm i całkowity brak perspektyw. Nawet na wypracowaną emeryturę nie można liczyć, o reszcie nie wspominając. Z reszta nie czas ani miejsce na pisanie o tym, jaka jest dzisiejsza Polska bo wszyscy doskonale wiedzą.
    Oczywiście nikt mnie z czerwonym dywanem tutaj nie witał, muszę pracować i to ciężko…. ale mam wreszcie za co żyć! Z czego płacić rachunki, ubezpieczenia, zobowiązania. Żyję jak godny człowiek! Wierz mi, nie interesuje mnie patryiotyzm, zostawione w kraju przyjaźnie i tęsknota za „kruszyną chleba”. Byt określa świadomość, niestety to wciąż funkcjonuje, bo musi! Do dziś uważam, że nic mądrzejszego nie mogłam zrobić, niż spakować się w jedna walizkę, resztę rzeczy w Polsce sprzedać albo wyrzucić, zlikwidować mieszkanie i kupić bilet w jedna stronę! Codziennie dziękuję Bogu, że dał mi odwagę i uzbroił w determinację, potrzebną do zrobienia tego kroku. Z czasem i tutaj mam przyjaciół, znalazłam miejsca w których odpoczywam i które polubiłam, jest mi dobrze. Do Polski nie wrócę na pewno. Chyba że los zadecyduje za mnie i nie będę miała wyboru, ale taka ewentualność dotyczy wszystkich.
    Pozdrawiam

    • ~Luiza pisze:

      Barbaro, ale czy w Polsce ktoś na Ciebie czekał, wypatrywał z utęsknieniem? Ok, nie odczuwasz tęsknoty, ale pewnie nie masz do kogo jej odczuwać. Niektórzy są częściami dużych, zżytych rodzin i dla niech emigracja jest trudniejsza emocjonalnie. Niektórzy aktywnie działają w społecznościach lokalnych (zamiast narzekać na marazm) i do wyjazdu pcha ich niespokojny duch, a potem tęsknią. Inni mają w Polsce pracę może mniej płatną, ale bardziej adekwatną do swojego wykształcenia, decydują się na wyjazd i cierpią, że muszą pracować poniżej kwalifikacji.
      Łatwiej zostawić stare życie, jeśli ma się przekonanie, ze było nieudane.
      Pozdrawiam

  9. MarcelQ pisze:

    I prawidłowo! Nie ma co się dać stłamsić oszołomom, to raz, a dwa – nie ma co po prostu zbyt przejmować się tym, co inni mówią. Wiele osób to w swoim mniemaniu eksperci od wszystkiego, a już na pewno od cudzego życia, ale sami nie robią nic poza narzekaniem. Osobiście gratuluję odwagi i determinacji oraz pięknego kraju ze wspaniałymi ludźmi! Australia to jedno z miejsc, które sam biorę pod uwagę jeśli chodzi o emigrację. 🙂 Pozdrawiam ciepło, choć w Polsce chłodno!

  10. ~papa_ya pisze:

    Nigdy nie byłem emigrantem…nigdy nie byłem „rozdarty”, ale przez lata pracy widziałem wielu. Tych „bogatych”, z autami z wypożyczalni, i tych „normalnych” w używanych Peugeot-ach czy VW.
    Wszystkich łączyło jedno – przez chwilę być kimś innym – tym z „zachodniego raju”.
    A dzieliło w zasadzie też jedno – sposób jego pokazywania.

    Tutaj – dziękuję za mądry opis „niewiernych”.

  11. ~M pisze:

    Swieta prawda. zgadzam sie rowniez z wpisem Dorotki.

  12. ~marta pisze:

    Wyjechalam z Poski 11 lat temu „na chwile”. Zostalam z wyboru i choc ciagle mysle, ze kiedys do Polski wroce to od kilku lat powtarzam: moze za 10-15 lat:). jestem bardzo zadowolona z mojej pracy, zycia osobistego,s ytuacji finansowej i nie tesknie za rodzina bo bardzo czesto latam do nich na pare dni chociaz i rozmawiamy kilka razy w tygodniu przez telefon. Paradoksalnie dzieki emigracji moja wiez z rodzicami i rodzenstwem jest mocniejsza niz wielu moich znajomych mieszkajacych w kraju. Podobnie jak przyjaznie,ktore przetrwaly ponad 20 juz lat pomimo odleglosci. Po prostu chyba bedac daleko bardziej dostrzegam istotnosc tych wiezi i chce mi sie o nie dbac!
    Jedynymi momentami , w ktorych przeklinam odleglosc sa sytuacje nagle i kryzysowe dotykajace moich bliskich, kiedy nie moge fizycznie im pomoc bo mnie nie ma. Bo zycie emigranta to zycie z nieustajacymi wyrzutami sumienia, ze nie ma Cie tam gdzie jestes najbardziej potrzebny…kiedy umiera Babcia, Ojciec ma operacje a tam zniwa, Siostra zlamala reke, u Mamy zdiagnozowano raka, przyjaciolka urodzila martwa coreczke…to sa chwile, w ktorych jest bardzo ciezko byc daleko i w ktorych wydaje mi sie, ze jednak zawiodlam na wszystkich frontach jako czlowiek. To dla mnie jest jedyna, ale na prawde paskudna, czarna strona emigracji.

  13. ~tss pisze:

    Bardzo wiele osób wyjeżdża i miło czytać że tam lepiej choć nie bez strat. Polecam – http://www.stachurska.eu/?p=17534 .

  14. Prawda, swieta prawda! Szkoda, ze nie mowi sie o tym wiecej, bo moznaby sie psychicznie przygotowac. Australia, Europa… widze, ze emocje i watpliwosci zostaja takie same. Pozdrawiam drugi koniec swiata 🙂

  15. ~kontra pisze:

    To u nas tacy ludzie jak tutejsi forumowicze istnieja jeszcze?A moze wyemigrowali i z emigracji pisza. Zaskakuje poprawna polszczyzna i brak inwektyw. Kazdy wpis jest ekstra. Widac jacy ludzie tutaj weszli i napisali. Pozdrawiam wszystkich.

  16. ~Ta co żyje w kraju. pisze:

    No i co by tu napisać?, wypadałoby „PRZEPRASZAM” za oskarżenia, jednak „NIE” nie zrobię tego bo z jakiej racji?
    Jednak jak mają zachowywać się Polacy w kraju skoro często emigranci na zasadzie „zastaw się a postaw się” chcą pokazać jak to jest im tam dobrze na tej obczyźnie; a za chwilę odwracają kota ogonem, że jest ciężko, że tęsknią, że chcieli by wrócić itp. No to teraz pytam: „JAK TO JEST NA TEJ EMIGRACJI DOBRZE CZY ŹLE??”.
    Mam rodzinę i wielu znajomych, którzy wyjechali z Polski i wiem, że życie TAM nie jest usłane różami: praca, ciężka praca!, problemy językowe (przynajmniej na początku), konieczność kontrolowania swoich zachowań, przyzwyczajeń jest koszmarem wielu polaków. Wielu z nich deklaruje na chwilę obecną, że wrócą do Polski, bo życie na obczyźnie jest dla nich pomyłką życiową, jednak trzyma ich tam trochę lepsze życie i godziwe zarobi, ciekawe ilu z nich naprawdę tak żyje lub inaczej mieści się w standardach godziwego życia?,
    Nie chcę oskarżać ani emigrantów ani tych co żyją TU na miejscu u boku rodziców czy dziadków, czekając jak to ktoś wyżej napisał ” W OCZEKIWANIU NA DALEKI, UPRAGNIONY DZIEŃ, KIEDY TO SZACOWNY PRZODEK RACZY OPUŚCIĆ TEN PADÓŁ I ZOSTAWIĆ NAM (IM) WRESZCIE SWOJE MIESZKANIE”, jednych za to, że chcą pokazać jak to dobrze jest na obczyźnie, drugich za osądzanie; jednak za takie samouwielbienie wielu emigrantów powinnaś częściowo przyznać rację rodakom w kraju. Ty i Ci co wyjechali wiedzą jak jest w kraju i na obczyźnie, jednak wielu Tych co zostało TUTAJ nie wie jak jest TAM, więc NIE OSĄDZAJ NAS ZA TO, ŻE CO NIEKTÓRZY EMIGRANCI PRZYJEŻDŻAJĄCY W ODWIEDZINY OKŁAMUJĄ WŁASNĄ RODZINĘ a potem cała Polonia zagraniczna obrzucana jest błotem.
    Być może uraziłam Twoje EGO i SAMOUWIELBIENIE, jednak mając w ręce monetę trzeba patrzeć na obie jej strony a nie tylko na jedną.
    Życzę Ci powodzenia na obczyźnie, lekkiej pracy i szybkiego awansu.

  17. ~Alikona pisze:

    No tak jest zawsze . Kazdy emigrant dorabia sobie ideologię do tego co ma . Kazdy musi się dowartościowac że robił swietnie że wyjechał z tego obrzydliwego karaju , brudnego , biednego i tej głupiej Polski . Bo przecież australia taka piękana , ameryka jeszcze lepsza . Mozna miec nowy samochód , błyszczacy , swiecący , dom z 7 łazienkami i jechac na zakupy do Kuala Lumpur .
    Co za idiotyczne podejście , jakie płaskie i powierzchowne . Nie chodzi o to czy sa to Polacy , mądrzy czy głupi ale jacy powierzchowni , jacy ograniczeni ,zwykłe kości obrosnięte mięsem .
    Zawsze będa uwazac że lepszy jest goły , smierdzacy aborygen od polskiego smierdzącego bezdomnego . Zawsze lepsza będzie śmierdzaca kaszanka austalijska od polskiej , i lepszy sajdingowy dom od mieszkania w polskim bloku .

    Chocby sie taki zarył w robocie i lizal bossowi dupe za te pare dolarków to nigdy w zyciu nie przyzna ze leżał w Polsce brzuchem do góry, przychodził do roboty na 10 wychodził o 1-szej i dostawał pensje . Mało bo mało ale nic nikomu nie lizał . Ale do roboty do nauki mu sie nie śpieszyło . Wolał brac za darmo
    Taki cep nie widzi jak piękne sa Polskie jeziora , góry , lasy , nie wazne czy czyste czy zadbane , ale nasze Polskie , i żaden Niemiec , Francuz czy austarlijczyk ich nie dostanie . . A kazda rodzina , która jest najwieksza wartościa , ktora ma zasady , ktora pomaga , wspiera , radzi , pociesza . , matka , ojciec , siostra , brat . . Jak cudowne są wspolne chwile , swieta , wigilie , uroczystości , imieniny . To przestało miec wartośc dla takich tępaków . Lepiej bossa zaprosic na barbeqiu , poszczerżyc do niego wyglancowane ząbki , nawet dac mu żonkę pomacac aby dołożył tych dolarków na nowego ” cara” . . No i co , niedługo dopadnie jednego czy drugiego , rak jelita , watróbka przestanie się wyrabiac a w nereczkach sie znajda kamyczkina dzięki tej wspaniałej wołowince , pop cornie i śmietance ze szczura . I co wtedy . Dupę się bierze w troki i do Polski , do lekarza , do szpitala , niech leczą może się załapać na jakies ubezpieczonko , bo tam z a drogo i lekarz tylko oglada kieszenie i bull , bull zdychajacy Polaczku . Najwyzej ci wykopia dolek na cmentarzu i zasadzą na tobie trawke . Co nawyzej przejedzie po tobie kosiara . bo nikt nie przyjdzie na Twój grób , nikt ci swiczki nie zapali . Tylko w tej biednej durnej Polsce , moze jakis pociotek obejrzy twoje zdjecie . I czy to warto zastanów sie marny człowieczku .

    • Australopitek pisze:

      Cześć Alikono,

      dziękuję ci za komentarz i wyrażenie opinii. Naprawdę doceniam.

      Pozdrawiam
      Emilia

    • ~ja pisze:

      Alikono, Twoj wpis mowi wiecej o Tobie, niz o osobach, ktore opisujesz. Teraz ja Ci napisze cos o emigrantach. Ja: wyjazd na studia, swietnie skonczone, stypendia (nie, nie od rzadu polskiego, bo jakims przypadkiem nigdy nie formalnie – np. brak ukonczonego liceum jezykowego – tak, jakby po normalnym za granica nie mozna bylo studiowac – nie kwalifikowalam), itp. Doktorat, praca, rodzina. Teraz sobie jezdzimy po calym swiecie, ze wzgledu na nasza prace. Moj brat: wyjazd na doktorat – w Pl musialby byc na garnuszku rodzicow, zeby doktorat skonczyc – w nowym kraju ma wszystko oplacone. Na wszystko im starcza, mozliwosci naukowe takie, jakich w Pl nie ma i pewnie dlugo nie bedzie. Zadne z nas nie wyjezdzalo, zeby sie drobic ilus tam lazienek, wrocic do Pl i szpanowac „autem z wypozyczalni”, bo nie mamy takiej potrzeby. Tyle, ze co taka Alikona moze wiedziec o ambicjach naukowych, zawodowych, checi poznania swiata (nie podczas all inclusive), itp… Przeciez jej horyzont to odpowiadajacy jej wlasnemu poziomowi znajomi – ktorzy musz szefowi d… lizac dla kilku zlotych/dolarow, prawda?

    • ~Karola pisze:

      Alikona, ale z ciebie frustrat. Właśnie dlatego wyemigrowaliśmy. Zostawmy względy ekonomiczne, po prostu mieliśmy dość. Dość polskiej zaściankowości, zawiści i jadu. I żadne jeziora mi tego nie wynagrodzą. Za granicą też są piękne jeziora, góry, wspaniałe tradycje i LUDZIE-cudowni, otwarci, NORMALNI, tolerancyjni, otwarci ludzie. To przede wszystkim. I państwo, które wyciąga do ciebie rękę i daje ci szansę ( jeżeli umiesz ja wykorzystać), a nie wbija cie coraz głębiej w ziemię. Ani przez sekundę nie żałowaliśmy że wyjechaliśmy z zakichanej polski i nie tęsknimy za kaszankę, cebulą, bigoterią, nepotyzmem i wiecznymi modłami pod krzyżem. Nigdy nie wrócimy, nasze dzieci wychowamy otwartych, normalnych ludzi. Pozdrawiam i życzę szczęścia 🙂

  18. ~justa pisze:

    Witam
    Mieszkam na obczyznie w kraju . ktory w rankingach na najlepsze zycie , jest na 1 miejscu.Polonia-‚ zenada ,reki nie podadza ,ale to tak nie tylko z nami jest , jedyna nacja ,ktora sie trzyma razem to sa Chorwaci ,ktorzy o przetrwanie walcza na zabuj.Sa leniwi w pracy ,ale potrafia sie wkrecic wszedzie , sa manipulantami i plotkarzami.Obserwuje bardzo dokladnie cale srodowisko.Tubylcy-., Ci tylko pazrza jak oszczedzac pieniadze ,a robia to tak ze zamiast weypieprzyc lenia z pracy ,przujmuja nastepnego , bo len nie tylko donosi ,ale tez znakomicie wymysla i tym karmi wladze zwierznie ,ktore opieraja sie na plotkach a nie na faktach oczywistych

  19. ~Hania pisze:

    Temat ten jest mi bardzo bliski, moze nie mieszkam tak daleko od rodziny, bo zaledwie w Niemczech, przeprowadzam aktualnie sie do Holandii ale wiem co to znaczy. Wyjechalam z Polski majac lat 15. W najgorszym wieku mozna by rzec, nie umialam jezyka, do szkoly chodzilam bo musialam, wysmiewanie ze ktores slowo sie przekrecilo, badz zle wymowilo, to normalka. W momencie jak moje kolezanki w Polsce umawialy sie z chlopakami, ja nie mialam znajomych i ciezko bylo mi sie zaklimatyzowac. Teraz doroslam, niedlugo bede miec wlasna rodzine, jednak zycie na obczyznie nadal jest ciezkie. Mimo znajomosci jezyka, nie czujesz sie jak u siebie. A polacy za granica? Wszyscy ktorzy sa juz dluzszy czas tutaj powiedza to samo, ze wszystkimi sie zadawac ale zdala od polakow. Niestety podpisuje sie pod tym, i ile nie w Niemczech, to w Holandii sytuacja dotyka mnie wciaz. Czesto jest mi wstyd za naszych rodakow. Najgorzej wygladaja pod polskim sklepem, popijajac jakies polskie tanie wino, i majac w siatce jedna kielbase, bo przeciez musi wystarczyc na wodke w innym sklepie. W wiekszosci sa to mlodzi ludzie, wiec moze to ten nagly wylot spod matczynych skrzydel, i uwazanie ze sa dorosli to ten powod. Poza tym wszechobecna zazdrosc, traktowanie kobiet gorzej niz odezwali by sie do psa (poniekad niedziwie sie, ze polki czesto wybieraja chlopakow z innych krajow- za to polscy panowie dosc dobitnie nazywaja je s*kami czy innymi prostytutkami). Poniewieranie na kazdym kroku. Napatrzylam sie tak duzo, ze nie chce wiecej. Wstydze sie, ze z mojego kraju pochodza tacy ludzie. Wiem, jak ktos moze mnie odczytac, ze sie zniemszczylam, czy cos. Absolutnie nie, ale widze jak to wyglada. Najwazniejsze by sie nawciagac, nawalic, w poniedzialek w samochodzie do pracy taki smrod alkoholu, bo nadal nie wytrzezwieli. Druga strona medalu to napewno rodzina i znajomi w samej Polsce. Wszyscy mysla, ze nam jest tu tak swietnie. Mimo znajomosci jezyka, on nadal jest obcym, nie ma takiego zwyklego luzu, jak w ojczystym jezyku, na kazdym kroku czuc, ze jest sie nie u siebie. Rodzina uwaza, ze jesli mam mieszkanie, stac mnie na dziecko, to znaczy ze mamy kokosy. A nam tez ciezko, tez musimy pracowac. Tu pieniadze nie leza na ziemii. Mimo ciazy pracuje po 10 godzin dziennie, moj chlopak spi po 4-5 godzin by nam jakos szlo. A co slysze? Ze jestesmy bogacze, ktorzy nie znaja wartosci pieniadza. Nikt nie zastanawia sie, jak nam jest, czy dobrze sie czujemy. Czy nie tesknimy za rodzina? Czy nie chcielibysmy od tak wpasc do babci na ciasto czy kawe. Ze moze i zarabiamy 4 razy wiecej (przelicznik z euro na zlotowki) ale tez wydajemy 4 razy wiecej. Ze ciagle podwyzki daja w kosc, ze jesli chce sie w miare godnie zyc trzeba miec tysiac euro na samo mieszkanie, a gdzie jedzenie, ubranie, przyjemnosci? Watpie by ktos bez problemu placil w Polsce 4000zl za mieszkanie. Nie masz komu powiedziec o tym co czujesz, bo cie wysmieja. W Polsce nie jestesmy juz polakami, tu nie jestesmy jeszcze niemcami, holendrami, australijczykami. Przykre.

  20. lowickagreta pisze:

    Świetnie napisane!
    Zapraszam również na mojego bloga, który jest poświęcony życiem w Wielkiej Brytanii! atergs.blog.pl

  21. ~Jędrzej pisze:

    Wpis bardzo ładny, mądry i prawdziwy – a wiem, bo sam mam pewne doświadczenia z emigracją… Będąc TAM – o Polsce się myśli, Polskę się kocha, za Polską się tęskni. I ma Pani absolutną rację: smak jedzenia za granicą inny, zwyczaje inne, życie inne. A później się wraca: i człowiek zaczyna się zastanawiać co najlepszego zrobił. Wszechobecny brud, chamstwo, niemożność i… bieda. Przynajmniej w moim przypadku – uważam, że bieda! Pracujemy oboje z żoną, pensje wcale nie takie tragiczne – ale uważam, że pracujemy tutaj aby PRZEŻYĆ, a nie aby ŻYĆ! Słusznie ktoś kiedyś powiedział: Polska jest jak obraz impresjonisty – pięknie wygląda tylko z daleka… Dla mnie: Polska jest piękna. Na wakacje. Albo na emeryturę. Na jakiś czas. Nie do życia. I bardzo mi się nie podoba zdanie, jakim Onet reklamuje tego bloga na swojej pierwszej stronie: że niby obrzucono Was kamieniami, bo zdecydowaliście się wyemigrować. Niby kto obrzucał, kto zarzucał brak patriotyzmu. Czy patriotyzm musi koniecznie oznaczać jakąś cięrpiętniczość całe życie? Jeśli komuś się nie podoba emigracja – jego sprawa. Ale wara wszystkim od wyborów ludzi, którzy mają tylko jedno życie i chcą je przeżyć godnie, spokojnie, uczciwie. Skoro nie da się w Polsce – szukają szczęścia gdzie indziej. Może nie zawsze znajdą, ale przynajmniej COŚ robią.

    • ~Barbara pisze:

      W pełni popieram każde słowo przez Pana napisane. Ja spotykam się wciąż z poglądami że my, którzy wyjechaliśmy z tego kraju i nie przejawiamy chęci powrotu, to ci którym się nie udało!! Choćby wpis Luizy pod moim komentarze wyżej. Ciągłe udowadnianie, że postąpiliśmy niesłusznie, bo przecież Polska jest taka piękna i tyle straciliśmy…..
      Tylko ja nie chcę poświęcić reszty życia na rozczulanie się nad krajobrazami w Polsce, w głowie mając tylko strach o ekonomiczny jutrzejszy byt!
      Nie chcę cierpiętniczo podziwiać zdjęć z pięknych zakątków na świecie, wiedząc że nigdy nie będzie mnie stać na ich zwiedzenie! Nie chcę zastanawiać się, ile benzyny mogę dziś wlać do baku, pięć litrów, czy może dziesięć, bo jestem świeżo po wypłacie! Nie chcę się martwić, czy zima będzie bardziej sroga niż zwykle w tym roku, bo może nie być mnie stać na ogrzewanie!
      W końcu nie chcę pytać w aptece, ile kosztuje antybiotyk przepisany przez lekarza, bo może w ogóle mnie na niego nie stać…..
      Po latach takiego życia, ktoś mi daje do zrozumienia, że jestem pozbawioną uczuć egoistką, niewrażliwą na piękno Polski, egocentryczką, która świadomie pozbawia się wzruszeń powiązanych z pracą na rzecz społeczności lokalnych (sic!), i wybiera życie na emigracji bo nikt na mnie nie czeka w kraju i w ogóle życie mi nie wyszło….
      No coż… Tak w ogóle…. to niech sobie ludzie podobni tej pani myślą co chcą, jak chcą i o kim chcą…. Ja nie zamierzam nikogo oceniać ani „naprawiać”. Ja wreszcie wiem, jak można żyć i nie zrezygnuję z tego, dla patriotyzmu cierpiętniczego, jak Pan to bardzo trafnie nazwał.
      Życzę Panu i żonie wszystkiego dobrego i spełnienia marzeń

  22. ~Ania.fr pisze:

    Problemem czesci emigrantow sa oni sami. Tak jak w piosence, wszedzie im zle, ale to dlatego, ze to z nimi jest cos nie tak. Ja wyjechalam z Polski wlasciwie przez przypadek. mieszkam we Francji i jest mi tu dobrze. W Polsce tez mi bylo dobrze i podejrzewam, ze w kazdym kraju znalazlabym swoje miejsce. Jesli osoba z natury jest optymista i jest jako ako „przedsiebiorcza”, to w kazdym kraju sie ustawi, bez zbednego narzekania, jak to wszyscy i wszystko jest przeciw niej.

  23. ~TakaJedna pisze:

    Tęsknota, tęsknotą, ale potrzeba – potrzebą. Tutaj człowiek nawet z wyższym wykształceniem nie zawsze zarabia te 2000 złotych na rękę. Jak za to zbudować dom? Dom, nie budynek, ale rodzinę? Nie chcę być tą narzekającą, ale tutaj naprawdę jest ciężko. Bardzo ciężko. W większości firm nie ma zatrudnień, tylko masowe zwolnienia. Osoby, które mają pracę często gęsto, pracują po 12, 14 godzin na dobę. Mają szczęście, jak wypłaca im się pełne nadgodziny. Przy tak wysokiej ilości zwolnień nie mają jak się domagać wypłaty nadgodzin. Maksyma „na twoje miejsce mam 20 lepszych od ciebie” jest dobrym straszakiem. Szczytem chamstwa jest wykorzystywanie sytuacji na rynku pracy przez osoby kradnące dane osobowe. Sprawdźcie sobie maila, ile tam jest „tajemniczych ofert pracy, która czeka tylko na ciebie”.
    Ile razy człowiek może bezskutecznie próbować żyć normalnie? Bez tego stresu, że za chwilę nie będzie miał czego do garnka włożyć? Bez oglądania każdej jednej złotówki sześć razy zanim zdecyduje się ją wydać?
    Tak, myślę o emigracji. Nie, nie myślę o powrocie. Chciałabym dać swojemu dziecku przyszłość, łatwiejszy start w życiu, możliwość realizowania się, a tego nie widzę w Polsce. Nie widzę tego w tym chaosie, przefiltrowywanym przez bełkotliwe media. Rodacy mogą mnie okrzyknąć zdrajczynią, nieudacznikiem, kimkolwiek chcą. Może będę tęsknić, może będzie mi brakować polskiego jedzenia, ale nie opuszczam ludzi, opuszczam kraj. Kraj, gdzie inżynierowie pracują w knajpie, bo nie ma dla nich u nas miejsca. Kraj, gdzie posadę zdobywa się nie kwalifikacjami i wykształceniem, a znajomościami i układami. Kraj, gdzie każą ci pracować po 14 godzin na dobę, a potem zwalniają 4 lata przed emeryturą, bo ich na ciebie nie stać. Kraj, gdzie nie pracuję by żyć, a żyję by pracować.

  24. ~Dominik pisze:

    Fajne ale wolę Szymborską 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *