Egzekucja Bali Nine duo

Bali jest jednym z ulubionych kierunków turystycznych Australijczyków. Podczas gdy Europejczykom Bali kojarzy się przede wszystkim z egzotyczną wyprawą, Australijczycy lecą tam na długi weekend lub wieczór kawalerski. Z Australii Zachodniej bliżej jest na Bali niż do Sydney. Masaże, niekończące się imprezy i do tego tanio. Fantastycznie jest mieć taka miejscówkę w sąsiedztwie, prawda? I tak, i nie.

Należy pamiętać, że Bali jest wyspą indonezyjską, a Indonezja to państwo muzułmańskie, w którym prawo jest bardzo surowe. Piszę o tym w kontekście ostatnich wydarzeń, które w bezpośredni sposób dotyczą Australii. Od kilku tygodni jednym z głównych tematów w australijskich mediach – telewizji, prasie oraz na portalach społecznościowych jest egzekucja dwóch Australijczyków, którzy wraz z siedmioma innymi zostali aresztowani w 2005 podczas próby przemytu z Bali do Australii 8.3kg heroiny. Z całej szajki nazwanej Bali Nine, na karę śmierci skazano dwóch jej członków (pozostałych na karę dożywotniego więzienia). Od tej pory Anderw Chan i Myuran Sukumaran znani byli jako Bali Nine duo.

W ciągu ostatnich tygodni temat Bali Nine duo pojawiał się wszędzie, codziennie i o każdej porze dnia. Zwróćcie uwagę, że sprawa z roku 2005 swój finał miała dopiero w 2015. Nie potrafię wyjaśnić dlaczego, za krótko jestem w Australii. Im więcej organizacji i instytucji z całego świata apelowało o ocalenie życia skazańców, tym dosadniej władze Indonezji podkreślały, ze ułaskawienia dla przemytników narkotyków nie będzie. I słowa dotrzymały.

29. kwietnia 2015 pluton egzekucyjny wykonał wyrok oddając skazańcom strzał w serce. Wraz z Bali Nine duo rozstrzelano siedmiu innych mężczyzn (jedynie kobietę z Filipin na godzinę przed wykonaniem wyroku ułaskawiono). Cała egzekucja przypominała szczegółowo zaplanowany spektakl. Media informowały na bieżąco o pożegnaniu z rodzinami, o przewiezieniu trumien i krzyży na miejsce egzekucji, co stanie się z ciałami, na żywo pokazywano również ostatnie chwile życia skazańców. Tak oto Indonezja powiedziała światu „Nie będziemy tolerować handlu narkotykami”.

Wszyscy do końca wierzyli w oddalenie kary śmierci. Przyznam, że i do mnie nie docierało, że i ja nie zdawałam sobie sprawy z powagi sprawy. Rząd Australii również interweniował w tej sprawie oferując wymianę więźniów i osadzenie Chana i Sukumarana dożywotnio w australijskim więzieniu. Nie pomogło. Kara śmierci jako temat sam w sobie wzbudza kontrowersje. Kij ma jednak niezmiennie dwa końce. Łatwo jest krzyknąć z daleka oko za oko, ząb za ząb, ale kiedy można śledzić wszystko na bieżąco i wiadomo, że to naprawdę za chwilę się wydarzy, to coś dziwnego dzieje się w środku… Nagle z tej pewności swoich przekonań topnieje, bo jednak ginie człowiek i to zawsze wielka szkoda.

Z drugiej strony – przestępcy byli świadomi kary, która może ich spotkać. Czy byli również świadomi tego, do ilu osób przemycone narkotyki mogą dotrzeć i prędzej czy później odebrać życie? Tego się już nie dowiemy.  O ile ludzie głośno o tym nie mówią z uwagi na skrajnie odmienne poglądy, tak w australijskich mediach wrze. Australijczycy oskarżają premiera, że nie zrobił wystarczająco dużo, aby ocalić Bali Nine duo. Do tego nawołują do turystycznego bojkotu Indonezji (turystyka jest głównym źródłem dochodu Bali). Sądzę, że ta medialna histeria ucichnie w niedalekiej przyszłości. Chętnie poczekam na następną pulę tanich biletów i wtedy się okaże, na ile klimat ostatnich dni był powiewem hipokryzji, a na ile wyrazem prawdziwej solidarności. Póki co agencje turystyczne nie odnotowują nagłych zmian planów urlopowych swoich klientów, bo przecież Australijczyk bez Bali to taki lokalny oksymoron.

Podziel się
0
Ten wpis został opublikowany w kategorii Australijskie realia, Australopitek pisze i oznaczony tagami , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.