Dzień w białej ramce

Dzień jak codzień, ale tak pozytywny, że aż zachciało mi się o nim napisać. W pracy fajnie, bez stresu, kawka z koleżanką i ploteczki o nowej diecie… życ, nie umierać. Dałam się ponieść nowemu trendowi, o któym napiszę więcej jeśli wytrwam w swoim postanowieniu zmiany nawyków żywieniowych. Jak dotąd zawsze zaczynałam, wytrzymywałam kilka dni i stwierdzałam, że nieee… to jednak nie dla mnie. Tym razem przemówił rozsądek, że ze względów zdrowotnych powinnam to i tamto odrzucić, a co innego wprowadzić do jadłospisu. Ze niby starość nie radość? 😯 Nawet książkę kupiłam, żeby poglębić swoją wiedzę, dacie wiarę?

Do pracy staram się jeździć rowerem jak najczęściej i co ciekawe, o ile rano jest mi ciężko podnieść się z łóżka, tak po krótkiej przejażdżce na rowerze czuję się świetnie przez cały dzień. Mnie, zatwardziałemu kawoszowi nagle wystarcza jedna kawa dziennie! Koniec świata 🙂 Po pracy spotkałam się z pewną młodą damą, która do Perth przyleciała zaledwie tydzień temu. Przemiła osoba, której los w męskim szowinistycznym wydaniu spłatał niezłego figla już na samym początku… Nic się nie martw drogie dziewczę! Tego kwiatu jest pół światu, a trzy czwarte goowno warte! Widzę, że dziewczyna jest naprawdę pojętna i z chęcią jej pomogę na tyle, ile będę mogła. Pamiętacie, jak pisałam o ludziach, którzy ciut bezmyślnie przyjeżdżają do Australii na wizę studencką? No to J. jest zupełnie odwrotnym przypadkiem…  Szczerze przyznam, że byłam też ciekawa jakie są jej wyobrażenia o Australii, ale dziewczyna naprawdę mile mnie zaskoczyła i na pewno nie raz jeszcze się spotkamy 😀

Z głową nie wiem gdzie, ale na pewno nie w chmurach, bo ich dzisiaj nie było, pędziłam z centrum do domu jak wściekła, bo obiecałam mężowi, że pojade z nim do parku wspomóc go w rozwoju sprawności fizycznej. Otóż mój P. zapisał się do drużyny koszykarskiej i uznał, że musi trochę pobiegać, tak więc truchtał sobie po trasie dla biegaczy (i nawet nieźle mu to szło), a ja obok jako wierna żonka na rowerku, powolutku…

Właśnie w takie dni jak dzisiaj czuję, jak bardzo wsiąkam w Australię i Perth i wiecie co? Podoba mi się taki stan. Kawka, herbatka, rowerek, bajerek itd. Polubiłam Perth do tego stopnia, że nie drażni mnie widok mojego miejsca pracy po drugiej stronie rzeki.

W firmie, w której pracuję, prawie każdy jest skądś. Rozmawiając dzisiaj z kolegą z Anglii o tym, czy planujemy wrócić do Europy dotarło do mnie, że zdecydowanie nie, przynajmniej na chwilę obecną…

A to moja perełka na koniec z dzisiejszego dnia. Parka czarnych łabędzi z jeszcze bladymi dziećmi. P. zawsze się ze mnie śmieje, że się wzurszam byle pierdołą. No tak już mam, nic na to nie poradzę.

Do następnego!

Podziel się
0
Ten wpis został opublikowany w kategorii Moje życie w Oz i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *