Dwie walizki i co dalej?

IMG_0158Do Australii przylecielismy dokladnie 1. stycznia 2013. Brzmi jak postanowienie noworoczne, ale dla nas to bylo raczej wyzwanie. Do opisania poczatkow w Perth zbieram sie w sobie juz po raz trzeci. Za kazdym razem cos wazniejszego staje na przeszkodzie i ponownie na jakis czas o tym zapominam. Do trzech razy sztuka…
Reakcje bliskich i przyjaciol po tym, jak oznajmilismy, ze mamy juz wize i bilety do Australii w jedna strone byly przerozne – wielkie ze zdziwienia oczy, gratulacje, pukanie sie w czolo i caly wachlarz emocji.
Pomyslodawca i organizatorem naszego wyjazdu byl zdecydowanie moj maz i nic nie bylo w stanie zburzyc jego entuzjazmu, ktorego ja nie podzielalam, poniewaz nie chcialam wyjezdzac z Polski az tak daleko. Postanowilam jednak dac szanse planom mojego meza, bo to mialo byc przeciez spelnienie jego najwiekszego marzenia oraz recepta na malzenskie szczescie w dobrobycie.
Po przyjezdzie okazalo sie, ze w tej wymarzonej Australii na spelnienie marzen trzeba niesamowicie ciezko pracowac, a droga do tego jest bardzo kreta i pelna pulapek. A to limitowany czas pracy, a to koniecznosc uznania kwalifikacji, a to inne absurdalne przepisy nie do ominiecia.

Rok 2013 to czas najwiekszych zmian, jakich w zyciu doswiadczylam. To nie tylko zmiana miejsca zamieszkania. Nigdy nie zapomne uczucia niepewnosci, ktore mnie nie opuszczalo, a strach o przyszlosc paralizowal moj umysl. Zamiast odpowiedzi na pytanie „a co bedzie, jesli sie nie uda?” slyszalam odbijajace sie od pustych scian echo, bo przeciez oprocz dwoch walizek nie zabralismy ze soba nic. Majac tylko i az siebie postanowilismy na drugiej polkuli budowac nasze szczescie malzenskie.
I chociaz nie zawsze bylo kolorowo, to gleboko wierze, ze Opatrznosc nad nami czuwala i czuwa nadal. Poznalismy wielu wspanialych ludzi, ktorzy bardzo nas motywowali i wspierali w chwilach zwatpienia i frustracji, kiedy juz prawie bylismy przekonani, ze moze jednak ta Australia to nie dla nas…

Po roku czasu stwierdzam, ze wyjazdu nie zaluje. Po kazdej nocy przychodzi dzien,
a po burzy spokoj, tak wiec lepsze czasy nastaly wreszcie i dla nas. Dzieki szczesciu, umiejetnosciom i ludzkiej zyczliwosci mozemy planowac nasza przyslosc tutaj. Uwierzylismy w siebie i czujemy jeszcze wieksza motywacje do dalszego dzialania. Przez ten czas zmienilo sie nie tylko nasze zycie, ale rowniez i my sami. Odkrylismy, ze nie ma rzeczy niemozliwych, jesli sie czegos pragnie i dazy do tego sukcesywnie.
Poczulismy, co oznacza powiedzenie „co nas nie zabije, to nas wzmocni” i dzieki temu uswiadomilismy sobie, jakie niezbadane poklady sily wewnetrznej drzemia w czlowieku. Porownujac siebie sprzed roku i teraz czujemy satysfakcje, ze sie udalo!

Bez wsparcia rodziny i przyjaciol nie bylibysmy tym, kim jestesmy dzisiaj. Dziekujemy za slowa wsparcia. Wiemy, że cieszycie sie z naszych dotychczasowych sukcesow. Chcac sie odwdzieczyc, w imieniu Piotra i swoim, dedykuje Wam wszystkie wpisy na swoim blogu!

Emilia

 

Podziel się
0
Ten wpis został opublikowany w kategorii Australopitek pisze i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

4 odpowiedzi na „Dwie walizki i co dalej?

  1. ~wloczek pisze:

    Gratuluje odwagi! Nie doczytalem jeszcze do konca, dopiero otworzylem oczy.. a juz tu zablakany trafilem tu.. przypadkiem!
    Odwazylem sie kiedys na podobny ruch i osiadlem w.. Kanadzie

    Jacyz my jestesmy, polacy.. porozrzucani. Trzeba byloby nam urodzic sie zupelnie gdzie indziej..
    To tylko tyle narazie.. zyczac powodzenia i hartu ducha zatapiam sie w dalszej lekturze 🙂

  2. ~Karina pisze:

    Lekko sie czyta a chwyta gdzies tam w srodku.. Moze napiszesz ksiazke kiedys:) Trzymamy dalej kciuki za Ciebie i Piotrka.. Powodzenia Kangury Kolorowe!

  3. ~KINA pisze:

    Kochana, ja zawsze w Was wierzyłam ! 🙂

    Jak fajnie, że piszesz ten blog. To tak jakbyśmy zaś siedziały na Szewskiej i piły kawę.

    Buziaki dla Was. Tęsknimy….

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *