Drugie Alleluja w Perth

IMG_20140419_094340Swięta, święta i po świętach… Podczas, gdy Wy konsumowaliście kolejny kawałek mazurka, ja już rozpaczałam, że na następny dzień trzeba o wpół do szóstej wstać do pracy. Dopiero co w czwartkowe popołudnie obiecywali cztery dni wolnego, ale czas nie zna litości, oj nie zna. Tak się składa, że to już drugie Święta Wielkanocne, które spędziliśmy w Perth. W ubiegłym roku byliśmy jeszcze w lekkim szoku, że jednak tu naprawdę jesteśmy, że daleko, że sami. Uratowali nas wtedy Danusia i Witek przygarniając pod pszczelarskie skrzydła w wielkanocne popołudnie i było cudnie 😀

Tegoroczne Święta to już zupełnie inna historia, bo jesteśmy tutaj już prawie rok i pięć miesięcy i naszemu życiu ton nadaje australijska rzeczywistość. Pisałam wcześniej, że w pracy ludzie rozmawiają o swoich planach na wolne dni. Wiecie, jak wygląda australijska Wielkanoc? A powiem Wam  😀 Dla Australijczyków jest to kolejny długi weekend, wyjazdy, pikniki oraz spotkania z rodziną i przyjaciółmi. A przede wszystkim relaks. I nie chodzi tu o lekceważenie tradycji ani ignorancję, bo przecież w Australii przenika się tyle kultur i wyznań, że to co dla mnie jest święte, dla niektórych brzmi jak totalna abstrakcja. Jednak miałam okazję i przyjemność opowiedzieć moim kolegom z zespołu, skąd się wzięła Wielkanoc w religii katolickiej i dlaczego ma to dla nas takie znaczenie, dlaczego święcimy pokarmy i czego symbolem jest jajko. Zero hejtu. Bo tutaj to dni jak najbardziej radosne i kolorowe i absolutnie każdy życzy każdemu Happy Easter. W sklepach czekolada, morze czekolady, gdzie nie spojrzysz, tam czekolada. Jajka, zajączki i kurczaczki – wszyyyystko z czekolady. Dzieciaki w wielkanocną niedzielę szukają po ogrodzie wielkanocnych jajek, oczywiście czekoladowych 😀

W Wielki Piątek rozmawiałam z teściem i oboje byliśmy ciekawi porównania, jaka będzie nasza druga Wielkanoc w Australii. Teraz, kiedy praktycznie jest już po, mogę powiedzieć w piktograficznym skrócie, że mniej więcej było tak:
IMG_20140420_171751IMG_20140420_165943 (480x640)Znajdź dziewięć różnic 😀

W niedzielny poranek pognaliśmy z P. spóźnieni na rezurekcję. Sześćdziesiąt na godzinę, więcej nie wolno i się nie opłaca, bo w dni wolne można zarobić podwójne mandat i punkty karne. Nie zdążyliśmy wymienić serdeczności ze znajomymi, bo już goście byli w drodze do naszego domu! Śniadanie wielkanocne zjedliśmy po raz pierwszy w swoim życiu w ogrodzie. Jedenaście osób i prawie wszyscy emigranci. Powiem Wam, że było pięknie. Jedyny Australijczyk (przekochany dude), który z nami świętował, przyniósł całą miskę pisanek, które sam przygotował od A do Z! Barszczu białego nigdy wcześniej nie jadł, ale powiedział, że zje wszystko, co jest z kiełbasą od polskiego rzeźnika:-D Był biały obrus, mięcho, ciasta i tradycyjna sałatka warzywna. Bardzo chciałam, żeby było jak w domu. Nie wiem, na ile nam się to udało, ale na pewno było bardzo miło. Pogoda wręcz wymarzona! Słońce zaglądające do talerzy, a aromat kawy zmieszał się w ten poranek z zapachem cytryn, których jeszcze nie zerwaliśmy… A, i akcent muzyczny był! Szymek bez większych oporów wyciągnął z bagażnika swój mały akordeon i z przytupem zagrał nam kilka weselnych kawałków 🙂 Wszystko to – muzyka, uśmiech, słońce… zawsze chcę tak właśnie obchodzić Wielkanoc!
IMG_20140420_170031 (640x480)IMG_20140420_172013 (640x480)IMG_20140420_165315 (480x640)

Poniedziałek bardziej na luzie, czyli resztki ze stołu do koszyka i wio pognaliśmy nasze sto dwadzieścia koni mechanicznych ze znajomymi na pokładzie na piknik na Shelley Beach. Znajomi znajomych spotykają się tu w wielkanocny poniedziałek od ponad dwudziestu lat. Całkiem spora grupa, bo około trzydziestu osób. A nam, wiecie jak to jest, wystarczy jedno słowo powiedzieć i już tadaaa podpisujemy listę obecności. Czułam się nieco speszona przez pierwsze kilka chwil taką liczbą osób, które widziałam po raz pierwszy w życiu, ale zupełnie niepotrzebnie i na szczęście szybko mi przeszło. Za każdym razem, kiedy spotykamy nowych ludzi na jakiejkolwiek imprezie, pada pytanie A od kogo wy jesteście (czyt. kto was zaprosił)? I wtedy od nowa Polsko Ludowa opowiadamy naszą historię, dlaczego i jak znaleźliśmy się w Australii. 😀
Miło było na tym pikniku, przyznaję. Kocyk, rzeczka, trawka, znowu słońce i serdeczni ludzie dookoła. Nic tylko się zrelaksować, leżeć do góry brzuchem jeżeli akurat na to masz ochotę, liczyć chmury i upajać się wiatrem smagającym delikatnie twarz… To było mi potrzebne…
Uwielbiam australijskie kolory! Ciągle mam wrażenie, że niebo jest tu tak bardzo niebieskie, że tym kolorem obdarza również Swan River, na którą mogę patrzeć godzinami o różnych porach dnia.

Spojrzcie na to… takie rzeczy to tylko w Australii  (dzięki Michał, że wypatrzyłeś!)
IMG_20140421_162915 (640x480)

Opowiedzcie mi, jak Wam minęła Wielkanoc? Czy chcielibyście, żeby tak Wasze świętowanie wyglądało za rok? Nasze było bajkowe i dołożę wszelkich starań, żeby trzecie australijskie Alleluja było jeszcze piękniejsze 😀

Emilia

Podziel się
0
Ten wpis został opublikowany w kategorii Moje życie w Oz i oznaczony tagami , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *