Cztery lata w Australii. Co było, co jest i co będzie.

Emilia Maitland

W styczniu minęły cztery lata, odkąd zamieszkaliśmy w Australii. To dosyć długo, jest o czym pisać. Od początku istnienia bloga poznaliście już kilka naszych przygód. Wiecie, że mieszkaliśmy w Perth, a obecnie mieszkamy w Sydney. Tzn. jeszcze mieszkamy, a mówiąc dokładniej to już niedługo przeprowadzimy się w zupełnie nowe miejsce. Zapraszam was w krótką czytelniczą podróż i opowiadanie o tym, co było, co jest i co będzie.

Część I. Perth.

W Perth postawiliśmy pierwsze kroki na australijskiej ziemi. Doskonale pamiętam moment wyjścia z samolotu. Spojrzałam za okno. Padał deszcz, a zachmurzone i szare niebo rzucało nam gniewne spojrzenia. Miłe złego początki, pomyślałam.

Tak naprawdę to właśnie w Perth poznaliśmy smak emigracji. I wszystko przeżyliśmy tutaj po raz pierwszy – Dzień Australii, Wielkanoc na plaży, imprezę w klubie polonijnym, udar słoneczny, spotkanie z red back’iem i nocną jazdę na motorze z kiełbasą od polskiego rzeźnika za pazuchą. Wymieniać mogłabym w nieskończoność, lista jest długa. Taki jeden, wielki australijski pierwszy raz. Pobyt w Perth był dla nas również czasem boju o nasze być, albo nie być w Down Under. Pokonaliśmy krótką w czasie, aczkolwiek zawiłą drogę wizową. Przyjechaliśmy z wizą studencką. Początki w nowych miejscach do najłatwiejszych nie należą, wiadomo, zwłaszcza jeżeli prawo do pracy i przypływ gotówki są ograniczone, a weekendy spędza się w szkole. Po kilku miesiącach znalazł się jednak sponsor – firma, która wystąpiła dla mnie (i męża jako mojego życiowego partnera) o wizę pracowniczą. W międzyczasie uznaliśmy kwalifikacje zawodowe męża, zdaliśmy egzamin językowy i złożyliśmy aplikację o wizę stałego pobytu. Udało się! Później mogło być już tylko lepiej. Idźmy dalej 🙂

Część II. Sydney.

Po trzech latach spędzonych w Perth, z uwagi na mało korzystną sytuację ekonomiczną w Australii Zachodniej, postanowiliśmy przenieść się do Sydney. Zresztą nie tylko my, bo w ostatnich latach jest to dość popularny trend. Mimo tęsknoty za spokojnym życiem w Perth wiedzieliśmy, że to była najlepsza decyzja, jaką wtedy mogliśmy podjąć. Niedługo po przeprowadzce wpadliśmy oboje w sidła wielkiego miasta, napędzanego każdego dnia gonitwą wielokulturowego tłumu. Jeszcze szybciej, jeszcze więcej, jeszcze wyżej – taki jest styl życia w Sydney. Realizowaliśmy się w pracy, poszerzaliśmy wiedzę, ale wiecie – coś za coś. Coraz mniej czasu dla siebie, a i ze znajomymi trzeba umawiać się z długoterminowym wyprzedzeniem. Nie, to chyba jednak nie dla nas, powtarzaliśmy sobie coraz częściej. No dobrze, to co robimy?

Część III. Maitland.

Już widzę wasze miny. Maitland, a gdzie to? Posłuchajcie.

Moja druga połowa uznała, że chce powrócić do dróg – jakkolwiek to brzmi. Wcześniej je budował, a teraz zamarzyło mu się projektowanie. Wiedziałam, że jeżeli już coś postanowił, to myśl ta nie ma nawet cienia szansy, żeby go opuścić, nawet gdyby bardzo chciała. Mój mąż jest najbardziej zdeterminowaną osobą, jaką znam. Cel, pal! Zrobił wymagane kursy i zaczął z uporem maniaka aplikować o nową pracę. Nie mam zielonego pojęcia, ile aplikacji wysłał, ale… znowu się udało! Odezwała się niewielka firma z Maitland. Rozmowa kwalifikacyjna trwała krótko, bez zbędnych ceregieli i tryliona etapów rekrutacji. Od razu było wiadomo, że mąż tę pracę dostanie. Pytanie za sto punktów – jechać, czy nie jechać? Oczywiście, że tak! Po pierwsze – skoro pojawiła się możliwość, chcemy ją wykorzystać. Po drugie – oznacza to zmianę stylu życia. Zaledwie 50 tysięcy mieszkańców, cisza i spokój, którego w Sydney nam czasem brakuje. Maitland leży sto sześćdziesiąt kilometrów na północ od Sydney, trzydzieści od Hunter Valley i czterdzieści od Newcastle. Mówiąc w skrócie, pomiędzy winnicami a oceanem. Samo miasteczko jest rzeczywiście niewielkie, pięć ulic na krzyż, kościół i ratusz. Jest rodeo, konkursy pieczenia ciast i cotygodniowe targi rękodzieła. Jak u Kochanowskiego – Wsi spokojna, wsi wesoła. No dobra, jest też kilka dobrych restauracji i kawiarni, bo przecież bez tego w Australii żyć się nie da.

Zatem wiecie już, skąd będziemy nadawać na falach Australia – reszta świata. Nie oczekuję jednogłośnego Wow, bo nie o to w tej przeprowadzce chodzi. Gdybym chciała podsumować jednym słowem, powiedziałabym po prostu Zwalniamy. Mąż już tam jest, a ja dołączę do niego w marcu. Teraz moja kolej wysyłania aplikacji o pracę. W korpo wypowiedzenie już złożyłam. Mam kilka planów na swoją przyszłość w Maitland, będzie dobrze! Marzy mi się mieszkanie w niewielkim domku z ogródkiem, takim jak z piosenki:

W moim magicznym domu 
wszystko się zdarzyć może. 
Same zmyślają się historie, 
sam się rozgryza orzech. 

Gościu znużony, gościu znudzony,
jeśli zabłądzisz kiedyś w te strony, 
zajrzyj tu do nas koniecznie. 

Intuicja szepcze mi do ucha, że nie pożałujemy decyzji o kolejnej przeprowadzce. Im głębiej w las, tym więcej drzew. A im dłużej w Australii, tym bardziej czuję się jak w domu. Małe australijskie miejscowści mają w sobie to coś, ten niepowtarzalny urok i czyste powietrze, zupełnie nieskażone wielkomiejską cywilizacją. O tym opowiem wam już jednak innym razem.

Podziel się
0
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii, Emigracja, Moje życie w Oz, Pojechali! i oznaczony tagami , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

23 odpowiedzi na „Cztery lata w Australii. Co było, co jest i co będzie.

  1. ~Sydney23 pisze:

    Podrzucam Ci przepisy na te konkursy pieczenia czy gotowania 🙂
    Pozdrawiam !

    http://mieszamwgarnku.pl/desery/ciastka/churros/

  2. Wow, ile się u Was dzieje! Wiem, że na emigracji łatwo nie jest, ale jak widzę jesteście osobami, które nigdy się nie poddają i po prostu robią swoje. Super! Życzę Wam powodzenia i… tego domku z ogródkiem 🙂

  3. I o to chodzi! Oby tak dalej. Po wpisie rozumiem, że będzie jeszcze sporo wpisów o Australii i ślad po Australopiteku nie zaginie. (-:,

  4. Cudownie! Fajnie, że wykorzystaliście czas i w Perth, i w Sydney, do maksimum. Najważniejsze to umieć powiedzieć „stop” i odważyć się zrobić coś nowego, gdzieś indziej 🙂 Trzymam kciuki za przeprowadzkę i nowe projekty życiowe! 🙂

    • Australopitek pisze:

      Wiesz, w Sydney moglibysmy „siedziec” jeszcze dluuuuuugo i dopasowac sie do tej gonitwy za wszystkim. Tylko po co? 🙂

  5. ~Ola pisze:

    Ja to tak myślę… że Wy powoli zbliżacie się w kierunku Brisbane… a wtedy to już nie będę musiała się zastanawiać, do jakiego miasta kupić bilet 😀 Powodzenia w nowym miejscu! I tego ogródka. Może kiedyś zrobimy tam razem barbie 😀

  6. ~Paulina pisze:

    Bardzo fajne podsumowanie. Emigracja chyba nigdy nie jest łatwa i bezproblemowa, ale co nas nie zabije, to nas wzmocni 🙂

  7. ~Maibleiwu pisze:

    Pięknie piszesz i o pięknych miejscach 🙂
    Zazdroszczę tych czterech lat i życzę kolejnych 400! 🙂
    Kiedyś tam trafię… Australia musi trochę poczekać… 🙂
    Powodzenia!

    • Australopitek pisze:

      Dziekuje za mile slowa! A Australia, nie zajac, nie ucieknie. Zawsze tu bedzie, kiedykolwiek zechcesz przyleciec 🙂

  8. Małe miasteczka/miasta są cudownym miejscem do odpoczynku, relaksu, spokojnej pracy. Zawsze jak zatęksnicie za pędem życia do Sydney macie zaledwie 160km. To chyba w warunkach australijskich niewiele, nie? 🙂

  9. ~Asia pisze:

    Z serca zycze Wam samych sukcesow,realizujcie swoje plany I marzenia.Brnijcie do przodu zawsze razem.Powodzenia !!!!

  10. ~kori pisze:

    Piękny tekst. Czas szybko leci, a u was tyle zmian 🙂 Super, że mieliście szansę pomieszkać w dwóch różnych częściach Australii. Pozdrawiam i życzę dalszych sukcesów!!!

    • Australopitek pisze:

      Dzięki 🙂 zapewnie to nie ostatnia przeprowadzka i nie ostatnia część Australii, w której zamieszkamy…

  11. ~Gosia Kalinowska pisze:

    Emi co za przygoda Was czeka!! Teskno nam za Wami w Perth,ale jak czytam Twoje wpisy i rozumiem ,ze nie moglo byc inaczej…To dobrze , odkrywajcie uroki Australii, szukajcie swojego miejsca i badzcie szczesliwi 🙂

  12. ~sekulada.com pisze:

    Czad! 🙂 Cztery lata to szmat czasu, życzę Wam wielu niezapomnianych przygód! 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *