Czarno-biały filtr :)

2015-06-22 08 02 49Mija prawie miesiąc, odkąd oddałam kartę dostępu do budynku korpo, w amerykańskim stylu spakowałam zawartość szuflad do pudełek, zdjęłam zdjęcia ze ścianki, zwinęłam swój czerwony dywan i wyszłam z biura, w którym od prawie dwóch lat spędzałam średnio osiem godzin dziennie. W drodze do domu nawet sobie trochę pochlipałam… Nie z żalu i nie ze złości, ale z sentymentu. Nara bejbe, fajnie było, ale się skończyło. Nie potrafię sobie powiedzieć sobie, że to tylko praca.

Nie, nie zwolnili mnie 🙂 Urok pracy w firmie consultingowej polega na zmianach projektu w zależności, gdzie firma potrzebuje cię bardziej w danym momencie. Dzisiaj tu, jutro tam. Dotąd pracowałam w biurze klienta przy projekcie A, a teraz firma powołała mnie do wsparcia projektu B. Nowy szef, nowy zespół, nowe biurko… Czy chciałam? Tak. I głęboko wierzę w to, że zmiany są potrzebne i zawsze są po coś, ale nie docierało to mnie przez kilka pierwszych dni.

Zamknęłam rozdział pierwszej poważnej australijskiej pracy. Zamknęłam rozdział, w którym ktoś dał mi szansę, w którym ktoś we mnie uwierzył, który umożliwił nam pobyt Australii. Takie coś dzieje się raz w życiu, dlatego traktuję to jako etap, bo jedno się kończy, a następne zaczyna. Jest to dla mnie również czas podsumowania, kiedy warto nałożyć czarno-biały filtr, aby wyciągnąć wnioski. To co dobre zawinąć w tobołek i zabrać ze sobą na dalszą drogę, a negatywne wyrzucić do kosza przy biurku i nigdy do tego nie wracać. Zabrałam sobie na pamiątkę wspomnienia mojego wesołego teamu, który na pożegnanie wynajął dla mnie limuzynę, a na pytanie jak się masz? odpowiadał płynną polszczyzną dobrze, niedobrze lub do dupy. Do tobołka dorzucili mi słownik aussie slangu i vegemite, żebym im przypadkiem w nowym miejscu wstydu nie przyniosła. Znają mnie, dranie 🙂

Do nowego biura poszłam więc z niesłychanie optymistycznym nastawieniem, ale pierwszego dnia na moje dzień dobry odpowiedziało wyłącznie echo. Zostałam przedstawiona zespołowi, po czym usiadłam do biurka i rozpoczęłam pracę w otoczeniu ludzi zapatrzonych w monitory, którym jakby ktoś na osiem godzin tyłek do fotela przyspawał. Większość to absolwenci przejęci pierwszą pracą to granic niemożliwości. Nikt ze sobą nie rozmawia, a wręcz zachowują się, jakby za pięć minut pod byle pretekstem szef miał ich wezwać na dywanik – takie były moje pierwsze wrażenia. Co to w ogóle ma znaczyć? To przecież nie po mojemu!

Wszędzie się mówi, że Australijczycy tacy otwarci… O mały włos, a szara rzeczywistość obaliłaby moje słowiańskie wierzenia. Mogłam zgodzić się na atmosferę tyłków wysmarowanych super glue i siedzieć jak ta mumia z martwym wzrokiem wlepionym w monitor, ale również mogłam postarać się to zmienić. Z uporem maniaka witałam się więc rano ze wszystkimi niemal stając nad głową z wyrazem twarzy mówiącym Heloł, powiedziałam ci dzień dobry! Szybko załapali, o co chodzi. Banalne dzień dobry pociągnęło za sobą uśmiech i rozmowę, wspólny lunch i serię pytań do tej nowej ze śmiesznym akcentem. Jest akcja! Teraz może być już tylko lepiej 🙂

Dla mnie praca to nie tylko opis stanowiska i wyznaczone korpo targety na bij zabij, to nie tylko wydeptana ścieżka od biurka do ekspresu do kawy, to nie tylko niekończące się maratony spotkań, białe kołnierzyki i spódniczki za kolano. Jeżeli tak widzisz swoją pracę, to bardzo ci współczuję. W pracy wykonujesz zadania – i słusznie, ale warto również zadbać o fajną atmosferę. Zacznij od tego, co ty możesz dać ludziom, żeby dobrze się czuli w twoim towarzystwie, żeby chcieli z tobą pracować – niezależnie od pozycji, którą zajmujesz w hierarchii firmy. Frustracje schowaj do kieszeni, są twoje i tylko twoje i raczej nikomu niepotrzebne. Kto pamięta prl-owskie hasło Żądasz czystości? Zachowaj ją sam!? Dokładnie tak to działa. Traktuj swoich współpracowników tak, jak sam chciałbyś być traktowany. Zaoferuj, a otrzymasz. Oczekujesz szacunku – szacunek okazuj.

Proste 🙂

Podziel się
0
Ten wpis został opublikowany w kategorii Australia z przymrużeniem oka, Moje życie w Oz i oznaczony tagami , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

6 odpowiedzi na „Czarno-biały filtr :)

  1. ~Colliberta pisze:

    Ach, jak podoba mi9 się Twój wpis. Nieczęsto zmieniałam prace, były inne czasy. Prawie wszystkie lubiłam, a te których nie – szybko zmieniałam. Nie miałam więc [problemu z przekonywaniem się, że to nie tylko praca. To było moje życie, choć umiałam je oddzielać o prywatnego. Na szczęście, pracowałam w zawodzie, w który interakcja była wpisana, inaczej nic nie zrobilibyśmy. Niemal zawsze musiał zadanie wykonać zespół, a każdy w nim miał inne funkcje, nie było potrzeby rywalizować. Życzę powodzenia!

  2. ~Joanna R pisze:

    Emilka, Twoje wejście w nowy team kojarzy mi sie z pojawieniem sie – zimą wiosny 😉 Budzisz ich do życia i coś czuję, że jednocześnie do kreatywnego myślenia nad nowym projektem 😉 Powodzenia ! 🙂

  3. ~Natalia pisze:

    Bardzo fajny post, miło się go czyta 🙂 i zgadzam się z Tobą.
    Gdziekolwiek nie pracowałam to zawsze na początku było sztywno, po kilku dniach miałam wrażenie, że w końcu atmosfera się rozluźniła i o to właśnie chodzi, żeby była fajna atmosfera :)., bo wtedy, aż miło wraca się do swoich obowiązków :). Pozdrawiam 🙂

    http://www.peacehappinessfamily.blogspot.tw

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *