Co za piątek!

DSC_0165 (2)Piątek, piątek, weekendu początek 🙂 Tak to już jest, że najbardziej cieszy nas wizja dwudniowego nicnierobienia. W ostatnim tygodniu życie jakby mocniej przytuliło nas do siebie, a my z tych objęć wcale nie zamierzamy się wyrywać. Szanowny małżonek rozpoczął nową pracę, mnie udało się wygłosić bardzo dobrą mowę na Toastmasters i ogólnie uśmiechamy się do świata, a świat uśmiech ten odwzajemnia.

Obudziłam się dzisiaj z zamiarem pojechania do pracy na rowerze. Poranny leń zaczął się skradać w moją stronę i przez chwilę siedziałam na krawędzi łóżka patrząc na zmianę to na spakowany plecak, to na poduszkę, podczas gdy w mojej głowie nie walczyło z jechać. Ostatecznie leń odpuścił, kask na głowę, stoczyłam się po schodach i z na wpół przymkniętymi jeszcze powiekami wsiadłam na rower i pomknęłam wiedziona zapachem świeżo zmielonej kawy do jedynej businessowej dzielnicy Perth. Ścieżka rowerowa biegnie spod mojego domu prawie aż do budynek, w którym pracuję i w większości ciągnie się wzdłuż Swan River. Tak sobie jadę i jadę, patrzę i patrzę i… oczom nie wierzę! Przede mną widok zupełnie niespodziewany! Jeden z takich, kiedy patrzysz  wiesz, że to będzie dobry dzień! Dwa delfiny pływały sobie w najlepsze w jedną i drugą stronę, zupełnie jak gdyby nigdy nic, wystawiając jedynie grzbiety i chowając się pod spokojną taflą wody. Wszyscy poranni biegacze i rowerzyści jak na komendę trzy cztery zastygli w bezruchu. Stanęłam na brzegu i ja i wtedy podpłynął…

DSC_0169 (2)Był na wyciągnięcie ręki, pozwolił nacieszyć się swoim widokiem, z właściwym delfinom wdziękiem wywinął serpentynę i już go nie było. Popłynął dalej, żeby zaskakiwać i cieszyć innych ludzi, ale mi zostawił cudowny nastrój na cały dzień 🙂

W pracy jak to w piątki, ludzie się nie przemęczają. Nie dzieje się zbyt wiele, więc wymknęłam się na pocztę, żeby wysłać paczkę. Wybrałam największą kopertę, jaką australijska poczta posiada w asortymencie i zaczęłam pakowanie. Podbiegł do mnie młody jegomość i pyta, dokąd zamierzam wysłać taką wielką kopertę. Odpowiedziałam grzecznie, że do Polski dopowiadając w myślach pewnie i tak nie wiesz, gdzie to jest… Na to chłopak do mnie po polsku Cześć, jak się masz? O, motyla noga, tego się nie spodziewałam! Niedługo w Perth już nawet zakląć nie będzie można, bo mnie zrozumieją 🙂 Okazało się, że rodowity Australijczyk mieszkał z Polakami przez jakiś czas w Londynie i całkiem sporo się nauczył od Polaków i o Polakach. Dumny z siebie wyrecytował mi chyba wszystkie polskie słowa, które znał (poprawnie je wymawiając) i na koniec uznał Wy jesteście nienormalni, bo pijecie czystą wódkę z kieliszków! Na zdrowie! Miałam naprawdę niezły ubaw słuchając jego, a on chyba jeszcze większy mogąc powspominać sobie stare dobre polskie czasy.

Bardzo proszę, łaskawy losie, żeby każdy piątek był taki jak dzisiaj 🙂

Podziel się
0
Ten wpis został opublikowany w kategorii Co w Perth piszczy, Moje życie w Oz i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „Co za piątek!

  1. Ojjj ale Ci zazdroszcze widoku Delfinka 😀 Cudnie !!! 🙂 i tej drogi do pracy 😉

  2. ~Dawid pisze:

    Hej, niesamowite miejsce gdzie delfiny pływają na wyciągnięcie ręki 🙂 ja byłem trochę w Niemczech i tam bardzo dużo Polaków, podobnie pewnie w Anglii 🙂 fajny dzień i życzę Tobie i wszystkim na ziemi samych takich miłych chwil 😉 pozdrawiam

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *