Pełen profesjonalizm pani agent

keysCzasami australijska codzienność sama podsuwa tematy do pisania. Kilka tygodni temu mogliście przeczytać o naszych przeprawach z agencjami nieruchomości. Już myślałam, że udało nam się zakończyć współprace z wcześniejszą agencją, a tu jeszcze czekamy – od półtora miesiąca – na zwrot kaucji. Dlaczego? Przecież dom oddaliśmy wysprzątany, dywany wyprane, chwasty wyrwane, więc o co chodzi? Właściciel uznał, ze musiał pomalować ściany – ok, zgadzam się. Trzeba poczekać na ostatni rachunek za zużycie wody, żeby go odliczyć od należnej nam sumy – nie ma problemu. Tylko, że w ten sposób minął miesiąc i dopiero po mojej kilkukrotnej interwencji emailowo-telefonicznej otrzymaliśmy do wypełnienia formularze zwrotu kaucji. Wzięłam je do ręki, obejrzałam z każdej możliwej strony i niestety musiałam odesłać, bo agencja usiłowała nas obciążyć za dwa dni wynajmu już po zakończeniu umowy. Na szczęście wyjaśniliśmy wszystko i czekamy na forsę.

Ale idźmy dalej tropem agencji, bo to naprawdę wdzięczny temat i o ile w pierwszym przypadku traciłam czas i nerwy, tak dzisiejsza sytuacja szczerze mnie rozbawiła. Otóż jest sobie pewna pani agent, która odpowiada między innymi za nasze mieszkanie. Agent taki wykonuje raz na kilka tygodni rutynowe inspekcje nieruchomości. Nie ma w tym nic strasznego, bo chyba każdy właściciel chciałby wiedzieć, co się dzieje jego posiadłością – przynajmniej ja nie mam nic przeciwko inspekcjom. Każdy agent nieruchomości w Australii posiada zaświadczenie o niekaralności, tak więc niech sobie wchodzi i sprawdza kiedy  mnie nie ma w domu. Właśnie… niech sobie wchodzi – pod warunkiem, że ma klucze 🙂

Pierwsza inspekcja po przeprowadzce miała być na początku listopada i zwykle po inspekcji lokatorzy otrzymują raport. Czekam na ten raport i czekam, a tu nic. Piszę więc do pani administrator dwanaście dni później, czy może ma dla nas jakieś uwagi, informacje, cokolwiek i w odpowiedzi dostaję email o treści:

(…) W sumie dobrze się składa, że do mnie piszesz w tej sprawie. Niestety nie udało mi się zrobić inspekcji, ponieważ… nie miałam klucza do pierwszych drzwi wejściowych [są dwie pary]. Poprzednia lokatorka ich nie zamykała, więc myślałam, że wy też tego nie robicie (…)

 A ja myślałam, że drzwi wejściowe z założenia zamyka się na klucz należy, ale może to ze mną jest coś nie teges. Nie sposób nie wspomnieć, że agencja nieruchomości ma słowo „profesjonaliści” w nazwie, a pani administrator nawet przez głowę nie przeszło, żeby się ze mna skontaktować. No nic, będzie musiała pofatygować się raz jeszcze w nasze strony. Komentarz Piotrka bezcenny – No nie, znowu trzeba będzie sprzątać! Ano trzeba będzie 🙂

 Takie oto historie ubarwiają nam australijską rzeczywistość.

Podziel się
0
Ten wpis został opublikowany w kategorii Australia z przymrużeniem oka i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *